Siatkówkę czeka arcyważny rok

Łukasz Jachimiak
15.11.2010 20:52
- Polskie siatkarki i siatkarze jadą na jednym wózku - mówi ?Metru? były reprezentant kraju, Wojciech Drzyzga. Trzykrotnego wicemistrza Europy, obecnie eksperta Polsatu, pytamy, dlaczego ten wózek przestał jechać we dobrym kierunku i co zrobić, by wrócił na właściwe tory


Z Wojciechem Drzyzgą rozmawia Łukasz Jachimiak



Trener Jerzy Matlak twierdzi, że dziewiąte miejsce Polek na mundialu to bardziej sukces niż porażka. Pan też tak uważa? I czy to odpowiedni szkoleniowiec dla kadry?

- Nie jestem uprawniony do oceniania trenera Matlaka, tym bardziej, że nie jestem wewnątrz jego grupy i nie wiem, jaka panuje w niej atmosfera, jak wygląda codzienna praca. Mistrzostwa oglądałem z perspektywy kibica i jako kibic mówię, że gra zespołu była średnia, nierówna, z zaskakującą ilością prostych błędów. To nie wystawia dobrego świadectwa drużynie, bo przecież mieliśmy zawodniczki bardzo doświadczone, dodatkowo wzmocnione powracającą do kadry Małgorzatą Glinką. Dziewczyny powinny grać dużo lepiej. Niestety, wszystkie kluczowe mecze tego mundialu przegraliśmy. Wygrywaliśmy albo spotkania, w których właściwie nie mieliśmy już o co grać, albo potyczki z dużo słabszymi rywalkami.

Jakieś plusy? Polskie siatkarki nie były tak wysoko na mundialu od 1974 roku.

- Jedyny plus to końcówka turnieju. Minął stres związany z wynikiem, i Polki o miejsca 9-12 zagrały swobodnie, w miarę dobrze. Wystarczyło do pokonania słabo przygotowanych i już zniechęconych drużyn Holandii i Chin. Dało też trochę punktów do rankingu FIVB. Ale nie oszukujmy się - przy tak korzystnym losowaniu dziewczyny mogły powalczyć o medal. A zajęcie miejsca piątego czy szóstego było ich obowiązkiem.

W naszym zespole najlepsza była Małgorzata Glinka, która wróciła do siatkówki po dwuletnim urlopie macierzyńskim...

- Małgorzata pokazała, co znaczą talent, pracowitość i profesjonalne podejście. Wykazała się wielkim poświęceniem, bo każdej młodej mamie trudno jest rozstać się z dzieckiem. Ale nie dziwi mnie, że zagrała na dobrym poziomie. Nie dziwi nawet i to, że wciąż jest naszą najlepszą siatkarką. Zastanawia mnie tylko, dlaczego inne zawodniczki, mając o wiele dłuższy i spokojniejszy okres przygotowań, nie potrafiły grać tak, by Małgorzacie pomóc. A bez niej dziewczyny były jak dzieci we mgle. Ludzi związanych z kadrą trzeba pytać, jak to możliwe.

Jesteśmy uzależnieni od Glinki? Bez niej nie zakwalifikujemy się do igrzysk?

- Na Grand Prix nasz zespół radził sobie bez Glinki, na tle czołowych drużyn wcale nie wyglądał tak źle jak na mundialu. Ale Małgorzata byłaby wielkim bonusem, choć sama kwalifikacji olimpijskiej oczywiście nam nie da. Trzeba postawić kilka kluczowych pytań. Po pierwsze - czy na mundial wysłaliśmy wszystkie najlepsze zawodniczki, a jeśli nie - dlaczego? Po drugie - jakim systemem chcemy grać? Uproszczonym, zbliżonym do rosyjskiego, czy mieszanym, jaki prezentują choćby Włochy. I wreszcie - kto ma prowadzić zespół? Potencjał tej drużyny na pewno jest większy niż dziewiąte miejsce na świecie. Tylko trzeba postawić na kogoś, kto tego dowiedzie.

W tym roku zawiodła też kadra mężczyzn. Panom, jak i paniom, chyba zabrakło motywacji?

- Rzeczywiście, jest z tym problem. My, Polacy, mamy tę wadę, że jak jest dobrze, to stajemy się uśpieni, mało waleczni. Kiedy mamy wszystko, by wygrywać - nie wytrzymujemy. A jak mamy problemy - kontuzje, choroby, zewnętrzne czynniki, które nas jednoczą i nikt na nas nie liczy, wtedy stajemy się mocni. Siatkarze i siatkarki jadą na jednym wózku - muszą zrozumieć, że w parze z popularnością idzie presja. Oczekiwania zawsze będą duże i sportowcy muszą sobie z tym radzić. Ja nie przyjmuję tłumaczeń, że zespół czegoś psychicznie nie wytrzymał. Polski Związek Piłki Siatkowej nie może takich sygnałów tak po prostu przyjmować do wiadomości. Związek ma środki, żeby do pracy z reprezentacjami zatrudnić najlepszych fachowców. I musi to zrobić. W ogóle ludzi z PZPS czeka wielka praca, by związek dobrze pracował.

Z czym są problemy?

- Z przejrzystością. Teraz kadry grają słabo, więc zbiera się Wydział Szkolenia. A w jego skład wchodzą ludzie, którzy nie występują pod własnym nazwiskiem i nie biorą odpowiedzialności za to, co robią. Chciałbym, żeby związek ufał współpracownikom trenerów: menedżerom, dyrektorom kadry, żeby rozszerzył ich uprawnienia, dyskutował z nimi, rozliczał ich. Nie może być tak, że profesjonalistami rządzą amatorzy, którzy na sporcie się nie znają, tylko go po prostu lubią. Związek wcale nie pracuje dobrze. Od kilku lat mamy kłopoty z drużynami juniorskimi, nic dziwnego, że zaczyna się to przekładać na seniorów. Ale ciągle mamy jeszcze wartościowe ekipy. Trzeba je ustabilizować i stworzyć im warunki do spokojnej pracy. Tylko wtedy przyszły rok może być lepszy od bieżącego. A to będzie bardzo ważny rok, bo obie kadry czeka walka o udział w igrzyskach w Londynie.