Strzały Aurory

Łukasz Figielski, magazyn ?Logo?
13.01.2011 21:00
Jedna za wszystkich, wszystkie za jedną. Kto potrafi rozpracować meksykańską mafię z bezwzględnym szefem, którego prawą ręką jest Diego Luna? Kwartet Hiszpanek. "Aurora i archanioł" to kino Tarantino, tyle że ciut poważniej
Jedna pracuje ciałem, druga sama płaci za szybką miłość, trzecia wychowuje dziecko, czwarta uzupełnia pozostałe. W przeciwieństwie do tych z "Seksu z wielkim mieście", bohaterki filmu Agustina Diaza Yanesa (reżyser i scenarzysta "Boskie jak diabli") nie są jedynie kobietami myślącymi, wyzwolonymi. To złodziejki, które sprawnie rozbrajają sejfy i posługują się bronią, ale do osiągnięcia celu wykorzystują też bardziej klasyczne atuty. Potrafią wykopać tunel wiertarką, walczyć połamanymi łokciami, na wstecznym rozbić auto wroga. Ana, prostytutka, zostanie żoną bezwzględnego meksykańskiego mafioso. Niestety, nie powtórzy losu Pretty Woman. Okrucieństwo męża zostanie pomszczone. Wyciągnąwszy koleżankę z więzienia - w sposób właściwy naprawdę "gotowym na wszystko" - planują akcję, która potrwa do końca filmu.

Polski tytuł przedstawia dwie kluczowe postaci. Aurora siedzi za przyjaciółki, poza lojalnością i chęcią odwetu nie zna innych uczuć, Black Mamba wydaje się przy niej wygadana i uśmiechnięta. Archanioł to Diego Luna, obok swego kumpla Gaela Garcii Bernala - najpopularniejszy aktor meksykański. Jedyny pozytywny bohater męski, płatny zabójca z kodeksem Leona Zawodowca. Inspiracji nie trzeba szukać daleko. "Kill Bill", "Desperado", "Wściekłe psy", "Pani Zemsta" czy cytowana tu nabożnie "Dzika banda" Sama Peckinpaha. Dużo seksu, więcej krwi. Tę jatkę przeżyją nieliczni. Odrobinę humoru wprowadzają lekko absurdalne dialogi. Nominowana do jedenastu nagród Goya (statuetka za zdjęcia) "Aurora i archanioł" jest kontynuacją poprzedniego filmu Yanesa. Do nas trafia z trzyletnim opóźnieniem, bez części pierwszej, po cichutku, bocznymi drzwiami. Warto je uchylić.