Każda piosenka ma trafić w serce

Artur Tylmanowski
25.01.2011 21:16
Swój debiutancki krążek wydali miesiąc temu, ale już zniknął ze sklepowych półek. W przebojowych piosenkach z pogranicza country i folku z dziecięcą szczerością śpiewają o sercowych rozterkach, ujmując publiczność w każdym wieku. Na ich koncerty przychodzą tłumy. Ten rok dla duetu Paula i Karol może być przełomowy
Z Paulą Bialski, wokalistką i skrzypaczką rozmawia Artur Tylmanowski

Pojawiłaś się znienacka i od razu w stołecznych klubach jest ciebie pełno. Skąd Ty się właściwie wzięłaś?

- Urodziłam się w Kanadzie w miejscowości North Bay położonej w północnym Ontario. Fajnie miasteczko z trzema jeziorami. Moi rodzice są Polakami. Mam dwa paszporty: polski i kanadyjski. Kiedy miałam pięć lat, pojechaliśmy do Polski, a jak miałam 10, znowu wróciliśmy do Kanady. Pracowałam tam jako dziennikarka, pisałam teksty podróżnicze, pracowałam w radio. Kiedy Papież umarł, przez jakiś przypadek nadawałam relacje na żywo z Placu Zamkowego. Puszczono je na całą Kanadę. Od dwóch lat znów mieszkam w Warszawie.

Rodzice zajmowali się muzyką?

- Nie. Moja mama jest psychologiem a tata chemikiem a teraz prowadzi sklep narciarski w Calgary.

Ale twój brat, David Bialski, to wielka gwiazda koszykówki!

- Tak. Jest moim bratem przyrodnim, starszym o 10 lat. Urodził się we Francji, był w drużynie Yale, w końcu osiadł w jednej z najlepszych drużyn w Europie, w Paris Saint Germain. Zagrał pokazowy mecz z samymi Chicago Bulls! Mówi, że to on jest najsłynniejszym Bialskim z mojej rodziny (śmiech). Teraz ma 39 lat, już nie uprawia sportu. Ale to właśnie z nim wystąpiłam pierwszy raz - miałam 15 lat i pod Wieżą Eiffla na ulicy graliśmy i śpiewaliśmy, a ludzie wrzucili nam do czapki 14 Franków! To były moje pierwsze pieniądze zarobione na muzyce.

Teraz wykładasz kulturoznawstwo na warszawskim SWPS. Twoi studenci wiedzą, że to Ty jesteś ta Paula?

- Nawet sprzedałam im kilka płyt! Niektórzy to fani Pauli i Karola. Bywa, po zakończeniu zajęć zapraszam ich na koncert.

A jak to się stało, że stworzyliście duet z Karolem Strzemiecznym?

- Nie poznaliśmy się na scenie, tylko przez organizację, która zajmuje się sprawiedliwym handlem. Wróciłam wtedy po kilku latach z Anglii i zapragnęłam muzycznie podziałać w Polsce. Karola znałam "na cześć". Pewnego dnia nasza wspólna przyjaciółka powiedziała mi, że Karol szuka wokalistki do duetu. W maju 2009 roku zadebiutowaliśmy jako Paula i Karol w warszawskim Planie B.

Wasza debiutancka płyta, którą właśnie wydaliście, "Overshare" znalazła się w Empiku na półce "bestsellery". Jesteś zaskoczona?

- Gdzie ty ją widziałeś? Bo w tej chwili w Empikach już jej nie ma. Wytłoczyliśmy tylko 3,5 tys. egzemplarzy. Ale ludzie kupują nasze MP3 ze strony.

Jakie komplementy najczęściej słyszycie?

- Po występach ludzie mówią, że to, co śpiewamy i gramy, dociera do ich serca, że w jakiś sposób ich leczy. Mówią o pewnym rodzaju terapii, jaką są dla nich nasz koncerty. To największy komplement. Ja zawsze, kiedy śpiewam, myślę o tym, jak sprawić, żeby ta piosenka trafiła człowieka prosto w serce. I na szczęście to się jakoś udaje.

A jak widzisz siebie za rok od tego wielkiego boomu na Paulę i Karola?

- Mam więcej czasu dla muzyki i lepiej gram na skrzypcach. Mam na koncie drugą płytę z Karolem i gramy u mojej mamy w Kanadzie specjalny koncert na jej werandzie.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl