Historia seksu bez rumieńców

Artur Tylmanowski
08.02.2011 23:00
Wczoraj otwarto pierwsze w Polsce Muzeum Erotyki. Po obejrzeniu ekspozycji rumieniec, niestety, nie oblewa
Na pierwszy rzut oka stołeczne Muzeum Erotyki przy ul. Grzybowskiej 3 nie różni się wiele od tradycyjnego muzeum. Choć od razu uwagę zwiedzających przykuwa dystrybutor prezerwatyw z 1934 roku rodzimej produkcji. Po wrzuceniu 10-groszówki, maszyna wydawała prezerwatywę, która została wyeksponowana w gablocie obok. Tuż obok kolekcja "Prezerwatywy świata" oraz wywieszone "Licencje na prostytuowanie się". W XIX wieku wydawano je kobietom tej profesji na terenie USA.

Wrażenie robią też plakaty propagandowe z PRL oraz z czasów I i II wojny światowej, mówiące żołnierzom wszystkich frontów o tym, że ich najgorszy wróg to nie ten w okopach, tylko... syfilis. Stąd też bogata kolekcja z antidotum na te dolegliwości, czyli "kącik weneryczny", a w nim nawet strzykawki z gotowym lekarstwem, które zalecano aplikować zaraz po... zakażeni chorobą. W trosce o "niezwyciężoną" niemiecką armię sporządzono również specjalne regulaminy korzystania w domów publicznych. Wytyczne wywieszono na ścianie.

Właścicielem i pomysłodawcą niezwykłego jak na polskie warunki Muzeum Erotyki jest Dariusz Kędziora. Zbiory gromadził przez ostatnie 20 lat, przywoził z podróży, kupował. Uzbierał 2000 eksponatów. Najwięcej jest erotycznej ceramiki peruwiańskiej, miłosnych perskich miniatur, ukazujących seks obrazów tybetańskich, intymnych indyjskich płaskorzeźb, a także frywolnej porcelany chińskiej, afrykańskiej sztuki ludowej bez tabu czy tajskich przedstawień penisów wotywnych (dary składane w podzięce za wysłuchanie modlitwy). Kawał pikantnej historii.

Żeby ją jednak zrozumieć, warto skorzystać z pomocy przewodnika. Wyglądający początkowo niewinnie zbiór monet z czasów Imperium Rzymskiego, Grecji i Chin okazuje się biletem. - One uprawniały do wstępu do domów publicznych - tłumaczy Iwona Wnętrzak z działu naukowego muzeum.

Nad wszystkimi przedmiotami czuwa kustosz muzeum Rafał Gorczycy - Zajmuję się zbiorami Muzeum Erotyki, a także opisuję je i kataloguję. Wygląda to tak jak w każdej innej placówce muzealnej. Moim zadaniem będzie również oprowadzanie zorganizowanych grup - dodaje. Podkreśla, że wiele eksponatów nie zostało jeszcze wystawionych na widok publiczny. Obiecuje kolejne wystawy czasowe. Prywatna placówka jest otwarta również na darczyńców. Jak mówi Iwona Wnętrzak każdy, kto miałby chęć wzbogacenia naszych zbiorów Muzeum Erotyki, ma taką możliwość.

Czego brakuje w Muzeum Erotyki? Nowożytnych rekwizytów takich jak kolekcja wibratorów. Nie było też bielizny erotycznej, dark-roomu, kolekcji pejczy i innych współczesnych "zabawek" tego typu. Choćby w Muzeum Seksu w Amsterdamie zabawne z dzisiejszego punktu widzenia są niezwykłe kadry z filmów porno początku XX wieku oraz małe kino, gdzie te fabuły były wyświetlane. Niejeden polski sex-shop posiada większą kolekcję współczesnych erotycznych eksponatów niż warszawskie Muzeum Erotyki.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl