Dzieci nauczą dorosłych czytać?

Edyta Błaszczak, ab, akar, mista
17.02.2011 21:22
Polacy nie czytają książek - wynika z badań, o których pisaliśmy w ?Metrze?. Mimo ich fatalnych wyników, minister kultury Bogdan Zdrojewski nie planuje jednak wielkiej czytelniczej kampanii. Na razie uruchomił program Kultura +, który - dzięki 516 mln złotych - ma pomóc bibliotekom w mniejszych miejscowościach. Zamiast większej liczby książek, dostaniemy internet i wyremontowane sale
Najnowsze badania Biblioteki Narodowej czarno na białym pokazały, że Polacy nie czytają i nie widzą w tym najmniejszego problemu. Na wsi "wtórny analfabetyzm" sięgnął 84 proc. mieszkańców - tylu rolników w ciągu ostatniego roku nie przeczytało ani nawet nie przejrzało, choćby jednej książki czy tekstu liczącego więcej niż trzy strony.

- Nie jestem załamany, bo nie miałbym siły na kolejne działania - tłumaczy Zdrojewski. Zupełnie spokojnie wyjaśnia, że te wyniki potwierdziły to, co i tak od dawna wiedzieliśmy. Ale dopiero teraz ma pełny obraz problemu. - Ten raport powstał po to, żebyśmy wiedzieli, jakie zadania mamy do wykonania - dodaje.

Dotowanie małych prowincjonalnych bibliotek to dobry pomysł, choć nieco spóźniony. Tu od dawna ludzie nie mają pieniędzy na książki, a jednocześnie biblioteczne półki od dawna świecą pustkami. Minister brak woluminów chce zastąpić plikami. - Efektem programu Kultura + ma być dostarczenie bibliotekom pięciuset tysięcy tytułów w wersjach cyfrowych - zapowiada. Tyle że badanie Biblioteki Narodowej pokazało, że tylko 2 proc. ankietowanych czyta literaturę w komputerze. - Z naszych analiz wynika, że w ciągu dwóch lat cyfrowo zacznie czytać nawet kilkanaście procent Polaków - przekonuje minister. I obiecuje, że do końca roku większości placówek będzie miała darmowy internet szerokopasmowy. Zakupy prawdziwych książek, to jego zdaniem rola samorządów.

- Biblioteka wraca do gry jak punkt przetargowy w zdobyciu wyborczych głosów - twierdzi Grzegorz Gauden, szef Instytutu Książki, który chce przekształcić prowincjonalne biblioteki w tętniące życiem kulturalnym centra (dzięki ministerialnym pieniądzom ma być wyremontowanych 500 placówek). Ale przyznaje, że do wywołania masowej mody na czytanie to nie wystarczy. - W promocję czytania muszą włączyć się szkoły. Media powinny lansować postawę czytania - mówi. - Ja nigdy nie widziałem żadnego polityka z książką. Jeśli się nie pokazują z książkami, powinni ich państwo ośmieszać - radził dziennikarzom. Jego zdaniem sprawa jest niezwykle poważna. Jeśli czytelniczy trend się nie zmieni, staniemy się dla Europy rezerwuarem średnio wykształconej taniej siły roboczej.

Zapytaliśmy ministra kultury, dlaczego w obliczu dramatycznych danych, nie zorganizuje szybkiej kampanii społecznej przekonującej do czytania. Zdrojewski udowadnia, że to w dzieci trzeba inwestować, i jeśli w nich zaszczepimy miłość do czytania, nastąpi też reedukacja ich rodziców. Zapewnia też, że już rozmawia z polskimi sławami o włączeniu się w kampanię promowania czytania w szkołach. Za kilka tygodni ma też zacząć rozdawać za darmo młodym matkom tzw. pierwsze książki dla dzieci. Całościowy program, który ratowałby Polskę przed upadkiem czytelnictwa, czyli Narodowa Strategia Rozwoju Czytelnictwa, w całości nie jest jeszcze gotowy.

Co się czyta w domu premiera?

Zapytaliśmy o to Małgorzatę Tusk: - Mąż czyta tylko późnym wieczorem lub w nocy. Ja w zasadzie mogę czytać cały czas. Nawet gdy oglądam telewizję, drugim okiem czytam. I do tego namawiam wszystkich Polaków. <br/>Zaczytuję się w skandynawskich kryminałach. Jestem pod wrażeniem "Kaznodziei" Camilli Läckberg. To coś podobnego do "Millenium" Stiega Larssona, ale lżejsze. Polecam też "Kontekst" włoskiego pisarza Leonardo Sciascii, o mafijnych porachunkach na Sycylii w latach 60. W kolejce czeka "Odkrycie nieba" Harry'ego Mulischa. Tę książkę uznano w Holandii za najlepszą powieść niderlandzką wszech czasów. <br/>Mąż czyta w tej chwili wyłącznie polską literaturę. Wiem, bo trzyma książki przy łóżku. O ostatniej powieści Andrzeja Stasiuka - "Dzienniku pisanym później" powiedział, że to rewelacja. Ostatnio czytał też "Good night, Dżerzi" Janusza Głowackiego o pisarzu Jerzym Kosińskim.

Czytajmy głośno dzieciom

Marek Balicki, były minister zdrowia, poseł (SLD): - Czytam książkę Ernesta Abela "Marihuana. Pierwsze 12 tys. lat ". Uczy dystansu wobec dyskusji o marihuanie. Na półce czeka "Dziennik na nowy wiek" Józefa Hena. Gdy w Sejmie jest lżejszy dzień, często wyskakuję do księgarni, by przejrzeć nowości.
Kiedyś na najlepsze książki, np. Marqueza czy LLosy, trzeba było polować lub zapisywać się w bibliotece, choć nakłady były dużo większe niż teraz. Nie wiem, czy zwiększenie czytelnictwa to zadanie dla polityka. To raczej rola rodziców, nic tak nie rozwija dziecka jak czytanie mu od najmłodszych lat.

Nie odpoczywam bez czytania

Stefan Niesiołowski, wicemarszałek Sejmu (PO): - Kończę pamiętniki Clary Petacci, kochanki Mussoliniego rozstrzelanej razem z nim. Interesuję się historią, szczególnie nowożytną, a opowieści o życiu prywatnym dyktatorów często rzucają na nich nowe światło. To ciekawe, że Mussolini rządził imperium, prowadził wojnę, a jednocześnie tłumaczył się gęsto swojej kochance ze znajomości z innymi kobietami. Na półce czeka biografia gen. Pattona.

Wystąpię przeciw VAT na książki

Jolanta Szczypińska, posłanka (PiS): - Czytam głównie przed snem - codziennie przynajmniej 15-20 minut. Aktualnie czytam monografię "Katyń. Zbrodnia. Prawda. Pamięć" Andrzeja Przewoźnika. Ze względu na katastrofę smoleńską chciałam odświeżyć sobie niektóre fakty. Ale w kolejce mam kilka tomików wierszy, które dostałam w prezencie.
Ludzie chcą czytać, w księgarniach widać tłumy. Ale wielu tylko przegląda, nie kupują książek, bo są za drogie. Dlatego VAT na książki powinien być jak najszybciej zniesiony. Obiecuję, że złożę w ciągu miesiąca interpelację poselską w tej sprawie.

Zobacz także
  • Podziel się