Wyznania przyszłych emerytów

zebrała Kinga Graczyk
28.03.2011 23:00
Z czego będziecie żyć na emeryturze, jeśli - jak wiele na to wskazuje - wyniesie ona ok. 800 zł miesięcznie? Spytaliśmy o to 30-latków - ludzi jeszcze młodych, ale już płacących składki na ubezpieczenie społeczne. Okazało się, że większość nie ufa państwu i nie liczy na godną starość z ZUS. Kto może, stara się oszczędzać i inwestować na własną rękę
Sejm przyjął rządowe zmiany w systemie emerytalnym: składka przekazywana z ZUS do OFE: spadnie z 7,3 do 2,3 proc. (od 2013 r. znów miałaby rosnąć, w 2017 r. osiągając 3,5 proc.). Pozostałą część ZUS wydawałby na wypłatę bieżących świadczeń oraz księgował na kontach osobistych (waloryzując zapisy o wzrost PKB), żeby było wiadomo, ile komu w przyszłości wypłacić emerytury. W tym tygodniu reformę najprawdopodobniej przyjmie Senat.

Przeciwnicy zmian alarmują, że świadczenia przyszłych emerytów będą bardzo niskie. Rząd i jego zwolennicy twierdzą, że nie niższe niż obecnie. Żadna ze stron nie przedstawia rzetelnych wyliczeń. Jednak o ile teraz średnia emerytura wynosi przeciętnie 63 proc. ostatniej pensji, to wiadomo, że za 20, 30 lat będzie to mniej - według PKPP Lewiatan zaledwie jedna trzecia. Zapytaliśmy więc dzisiejszych 30-latków, jak sobie wyobrażają życie na takiej emeryturze.

Wyjechałem do Holandii, więc emerytura będzie wyższa

Piotr Górski, 30 lat, mieszka w Tilburg, w Holandii. W Polsce skończył technikum elektryczne, później Policealną Szkołę Detektywów i Pracowników Ochrony oraz studia licencjackie na kierunku administracja publiczna o specjalności bezpieczeństwo publiczne i ochrona:

- W Polsce po kierunkowych studiach pracowałem jako konwojent za śmieszną pensję 1280 zł. To oznacza, że na emeryturze umarłbym z głodu. Chciałem zacząć normalnie zarabiać - żyć teraźniejszością, założyć rodzinę, nie zastanawiać się w sklepie co kupić: majtki czy skarpetki. To moje priorytety. W Polsce zdobyłem trzy zawody, wciąż się dokształcałem, ale to nie poprawiło mojej sytuacji. Dlatego wyjechałem do Holandii. Tutaj, jako operator wózka widłowego zarabiam o wiele więcej i o wiele więcej trafia na moje konto emerytalne. Ale, szczerze mówiąc, na razie o tym nie myślę. Czekam na syna, który niebawem mi się urodzi, nie mam czasu myśleć o tym, co będzie za 30 lat.

Mamy dziecko, chcemy odkładać

Ewa Tomczyk-Mirowska, 33 lata, pracuje w rodzinnej firmie w Częstochowie, skończyła zarządzanie i marketing na Akademii Ekonomicznej w Krakowie:

- Pięć tygodni temu urodziła nam się córka, Tosia. Może dlatego ostatnio z mężem dużo myślimy, jak zabezpieczyć swoje emerytury. Wahamy się między dwiema opcjami - samodzielnym odkładaniem np. 500 złotych co miesiąc na konto "nie do ruszenia" albo inwestowaniem w rozmaite fundusze - też ok. 500 zł miesięcznie przez minimum 10 lat. O pomoc w wyborze najlepszej opcji zwrócimy się do doradców finansowych. Nie zarabiamy z mężem źle, ale tak nie musi być zawsze. I jakoś nie wierzymy, że nawet przy godziwych zarobkach z ZUS-owskiej emerytury da się wyżyć.

Może syn mnie utrzyma?

Barbara Filipecka, 33 lata, pracownik administracyjny na Politechnice Częstochowskiej, sama wychowuje siedmioletniego syna Jaśka. Studiowała inżynierię środowiska na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie, robi doktorat na Politechnice Częstochowskiej:

- Nie mam pojęcia, co będzie na emeryturze. Na razie o tym nie myślę, pewnie znajdzie się jakiś plan B. Albo będę pracowała do końca życia. Nie oszczędzam, bo nie mam takiej możliwości. Wszystko wydaję na bieżąco, a i tak zawsze brakuje. Nie jest łatwo utrzymać dwie osoby za jedną pensję. Może mojemu dziecku będzie lepiej i weźmie mamę pod swój dach.

Na ZUS nie liczę

Jakub Łappo, 33 lata, zarządza biurem klientów masowych w wielkiej firmie, mieszka w Krakowie, absolwent zarządzania oraz PR na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie:

- Wolałbym nie mieć świadomości, ile z każdej pensji zabiera mi ZUS i tego, że te pieniądze przepadają. Gdybym miał taką możliwość, to tych składek nie płaciłbym w ogóle. Sam lepiej zaopiekowałbym się moimi pieniędzmi, by nie martwić się, za co będę żył, kiedy przestanę pracować. I też niespecjalnie na tę emeryturę z ZUS liczę. Inwestuję w różnych funduszach, mam oszczędności, nieruchomości, będę żył z wynajmu.

Państwo sobie, ja sobie

Jacek Kowolik, 33 lata, aplikant radcowski w Częstochowie, studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim (prawo), Uniwersytecie Śląskim (prawo) oraz Politechnice Częstochowskiej (zarządzanie produkcją):

- Zatrudniony jestem na pół etatu, robię aplikację. Nic (prawie) państwu nie płacę i niczego od niego nie chcę. Sam się zabezpieczam na starość. Odkładam w różnej formie: nieruchomości, lokaty, akcje... Gdybym liczył na emeryturę, to podejrzewam, że jej wysokość byłaby zupełnie nieadekwatna do kwot, które państwo wzięło od obywateli na ten cel.

Zainwestuję

Rafał Betnarski, lat 35, gastronom, muzyk, autor tekstów, grafik, handlowiec. Pytany o wykształcenie, odpowiada: Cóż... Żadne tak naprawdę. Jestem samoukiem:

- ZUS mam gdzieś, liczę tylko na siebie. Moje plany dotyczące emerytury? Będę żył z dobrze zaplanowanych inwestycji w nieruchomości lub przedsiębiorstwo.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl