Klient wysokiego ryzyka bez pożyczki

Mariusz Jałoszewski
31.03.2011
Posłowie chcą utrudnić Polakom zadłużanie się w firmach parabankowych. Będą one musiały dokładnie sprawdzać klientów, tak jak banki. Czy to oznacza koniec firm, które pożyczają na lichwiarski procent?
W bankach kurek z kredytami przykręciły wytyczne Komisji Nadzoru Finansowego, ale firmy pożyczkowe jej nie podlegają. Nadzieja w przepisach przygotowanych przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, które dziś ma uchwalić Sejm. Chodzi o nowelizację ustawy o kredycie konsumenckim zwiększającą ochronę klientów. Zakłada ona, że każdy bank i firma pożyczkowa mają stosować taki sam formularz, w którym będą wyliczone wszystkie koszty kredytu, w tym prowizje i ubezpieczenia. Ważniejsze jest to, że firmy pożyczkowe będą musiały badać ryzyko kredytowe klienta, czyli sprawdzać, czy będzie w stanie spłacić dług. Czyli Provident, tak jak bank, zażąda zaświadczeń o dochodach lub sprawdzi czy klient figuruje w rejestrach długu lub BIK-u. - My już sprawdzamy, czy klient jest wypłacalny. W zależności od tego jak wysoką chce pożyczkę, żądamy np. zaświadczenia o dochodach oraz sprawdzamy jak do tej pory spłacał u nas pożyczki - zapewnia Tomasz Trabuć, rzecznik Providenta. Na swojej stronie internetowej firma przyznaje jednak, że zaświadczenia o dochodach nie żąda zawsze, a dyskwalifikujący w bankach wpis klienta do BIK nie jest przeszkodą w rozpoznaniu wniosku.

Provident postrzegany jest bowiem jako ostatnia deska ratunku dla ludzi, którzy nie dostaną kredytu gdzie indziej. Choć pożycza na bardzo wysoki procent - suma odsetek i wszystkich kosztów to ok. 80 proc! - ma w Polsce już ok. 800 tys. klientów. Tylko w pierwszym półroczu ubiegłego roku ta brytyjska firma pożyczyła Polakom 648 mln zł.

Firma nie sprawdza ludzi w BIK, bo teraz nie może. Nowe prawo jej to umożliwi, ale nie będzie musiała tego robić. Bo jest to dobrowolne, nie robią tego nawet niektóre banki.

Zdaniem Związku Banków Polskich nowe przepisy nie uchronią ludzi przed zadłużaniem się w parabankach. Jerzy Bańka z ZBP zaznacza, że Provident pożycza na wysoki procent, bo w swoją działalność ma wpisane to, że część ludzi nie odda pieniędzy. Ze sprawozdań firmy wynika, że rzeczywiście co czwarta pożyczka nie jest spłacana lub pojawiają się zaległości w spłacie rat (w bankach to 10-15 proc.).

ZBP przypomina, że takie firmy nie podlegają finansowemu nadzorowi i trudno je będzie rozliczyć. - One same dorosły do zadbania o bezpieczeństwo swoich pieniędzy - jest przekonany poseł Krzysztof Gadowski z PO, który pilotuje ustawę w Sejmie.

Nowe przepisy zaczną obowiązywać pod koniec tego roku.