Pacjent ma być bezwypadkowy. "Choruje pani za często nie przedłużymy umowy"

Anita Karwowska
11.04.2011 21:00
Choruje pani za często, nie przedłużamy umowy - usłyszała pacjentka korzystająca z prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego. W Polsce pacjenta ubezpiecza się jak samochód - liczy się wiek i wypadkowość
Przeczytaj także:
- Unijna kasa wesprze nieuków
- Zepsułeś powietrze? Zapłacisz 1000 zł kary

Pani Halina (nazwisko do wiadomości redakcji), 60-latka z Warszawy, od grudnia korzystała z prywatnego ubezpieczenia medycznego firmy Allianz. Ubezpieczył ją mąż, który dobrą ofertę dostał za pośrednictwem pracodawcy, warszawskiej spółki. Płacili 187 zł miesięcznie za pakiet rodzinny.

Od tego czasu kobieta pięciokrotnie była na konsultacji u ortopedy, raz u okulisty i raz na prześwietleniu kręgosłupa. Kilka dni temu dowiedziała się, że ubezpieczenie z końcem kwietnia wygasa, a nowego nie dostanie. - Kadry przekazały mężowi, że ja za często choruję. Natomiast mąż jest nadal klientem pożądanym przez ubezpieczyciela, bo przez rok ani razu nie był u lekarza - opowiada.

Pani Halinie ubezpieczyciel złożył po kilku dniach inną ofertę: droższe ubezpieczenie dla osób wymagających stałych konsultacji specjalistów i częstych badań. Według internetowego cennika za indywidualne ubezpieczenie trzeba zapłacić 95 zł, a za pakiet rodzinny 255-310 zł. Firma tłumaczy na stronie, że ubezpieczeni zostali podzieleni na dwie grupy - sporadycznie wykorzystujących ubezpieczenie i takich jak pani Halina - wymagających stałych konsultacji.

Czy to znaczy, że z prywatnego ubezpieczenia na przystępnych warunkach może korzystać tylko zdrowy człowiek? I dlaczego firma nie uprzedza klientów, że będzie ich rozliczać z liczby wizyt u lekarzy? Ilu konsultacji potrzeba, by zakwalifikowano nas jako "zbyt drogiego" pacjenta?

Rzeczniczka firmy Allianz Beata Wójcik nie odpowiedziała wprost na te pytania. W mailu do redakcji napisała m.in.: - Składki umowy nie finansowały kosztów świadczeń i nie pozwalały przypuszczać, aby stan ten mógł ulec zmianie w dłuższym terminie. Oferta na nowy okres ubezpieczenia musiała przewidywać znaczny wzrost składki.

- W świetle przepisów ubezpieczyciel ma wolną rękę w wyliczaniu wysokości składek po dokonaniu oceny ryzyka. Im większa tzw. szkodowość, tym droższe ubezpieczenie - przyznaje Aleksander Daszewski z Biura Rzecznika Ubezpieczonych.

- Polski system w porównaniu np. z amerykańskim jest dyskryminujący - mówi prof. Jarosław Fedorowski z Akademii Leona Koźmińskiego, ekspert ds. systemu ochrony zdrowia, były wykładowca University of Vermont w USA. - Firmy amerykańskie mają zakaz selekcji wstępnej osób zainteresowanych ubezpieczeniem medycznym. Taka firma miałaby po prostu proces o dyskryminację.

Z prywatnych ubezpieczeń medycznych na razie korzysta co piąty Polak. Ma być więcej, bo resort zdrowia przygotowuje ustawę, która pozwoli publicznym szpitalom leczyć pacjentów ubezpieczonych poza NFZ. Czy również i te ubezpieczenia będą przystępne cenowo tylko dla młodych i zdrowych? - Trzeba zadbać by to nie było coś ekskluzywnego i wykluczającego - powiedziała minister Ewa Kopacz, ale nie podała żadnych konkretów.

Przeczytaj także:
- Unijna kasa wesprze nieuków
- Zepsułeś powietrze? Zapłacisz 1000 zł kary