Paralotnią na ratunek

Milena Orłowska
04.07.2006
Paralotniarz z Sierpca odnalazł chorą kobietę, której policja bezskutecznie szukała przez dwie doby. Uratował jej życie
Mieszkanka Zawidza pod Płockiem zaginęła w ubiegły wtorek. Wyszła rano z domu i do popołudnia nie wróciła. Jej siostra zawiadomiła policję. - Sprawę potraktowaliśmy bardzo poważnie, bo zaginiona miała wcześniej kłopoty ze zdrowiem - mówi Tadeusz Sobociński, komendant policji w Sierpcu.

Kilkadziesiąt osób - policjanci, strażacy, sąsiedzi - przeczesywało do zmroku okoliczne pola, łąki i zarośla. Po 38-letniej kobiecie - ani śladu. Drugiego dnia było podobnie. W czwartek policjanci wpadli na pomysł, żeby poszukiwania prowadzić z powietrza. Tylko kto mógłby to zrobić? Wybór był jeden - Dariusz Bógdał, paralotniarz.

Bógdał pochodzi z Tłuchowa (Kujawsko-Pomorskie), teraz mieszka trochę w Sierpcu, trochę w Gdyni. Skończył Uniwersytet Szczeciński, wiele lat temu pracował w oddziale antyterrorystycznym szczecińskiej policji. Jest instruktorem survivalu i samoobrony. Na paralotni lata już od ośmiu lat, przez ten czas pokonał dystans, jaki pozwoliłby mu trzykrotnie okrążyć kulę ziemską. Na podniebne wycieczki zabiera aparat fotograficzny. Zdjęcia Bógdała jako jedynego Polaka znalazły się w finale Festiwalu Sztuk Audiowizualnych "PhotoEspana" w Madrycie.

- Kilka lat temu pomagałem już agencji detektywistycznej w poszukiwaniu tira. Tym razem zadanie było dużo bardziej odpowiedzialne - opowiada paralotniarz. - W powietrzu nad polami spędziłem jakieś półtorej godziny, niestety, nie znalazłem tej kobiety. Wróciłem na ziemię, zatankowałem. I postanowiłem sprawdzić jeszcze zarośla nad rzeką Raciążnicą.

To był strzał w dziesiątkę. Bógdał zauważył kobiecą sylwetkę w wysokich krzewach. Opisał miejsce policjantom, którzy dotarli tam w kilka minut. - Wcześniej przeszukiwaliśmy to miejsce, byliśmy kilka metrów od zaginionej - relacjonuje komendant Sobociński. - Ale nie znaleźliśmy jej, bo otaczały ją wysokie krzaki. I nie odpowiadała na nasze wołania.

- Od wyjścia kobiety z domu minęły trzy doby - mówią policjanci. - W potężne upały pani Bożena spędziła je bez jedzenia, wody. Była tak wycieńczona, że znad rzeki musiała ją zabrać karetka. Ale żyła. Pan Dariusz pomógł ją uratować i za to bardzo mu dziękujemy.

  • Podziel się