Jak Kaczyński się z Bushem spotykał

Angelika Swoboda
14.09.2006
Odwołana konferencja z Condoleezzą Rice, długa cisza w sprawie spotkania z prezydentem Bushem - polski premier podczas wizyty w USA wciąż jest niemile zaskakiwany
Jeszcze przed wyjazdem Jarosława Kaczyńskiego do USA, do mediów przeciekła informacja, że Amerykanie są niechętni spotkaniu premiera z prezydentem USA George'em Bushem. Usilne starania polskiej dyplomacji - wydawało się - przyniosły upragniony efekt. Bush obiecał, że przyjmie Kaczyńskiego, ale zastrzegł, że spotkanie będzie bardzo krótkie.

Wczoraj rano nie było to już takie pewne. Premier zdążył wylądować w USA, ale... Biały Dom wciąż nie potwierdził na sto procent jego spotkania z prezydentem Bushem. Napięcie rosło z minuty na minutę. Amerykański podsekretarz stanu Daniel Fried, nawet mocno naciskany przez polskich dyplomatów, milczał. Proszący o anonimowość przedstawiciel Białego Domu powiedział jedynie polskiemu radiu, że oczekuje, iż obaj przywódcy będą mieli okazję się spotkać. I tyle.

To nie koniec przykrości, które spotkały polskiego premiera w Ameryce. Co prawda Condoleezza Rice nie odwołała swojego spotkania z Jarosławem Kaczyńskim, ale jeszcze, jak premier był w samolocie, dotarła do niego wiadomość, że nici ze wspólnej konferencji prasowej z sekretarz stanu USA. I choć "żelazna dama" amerykańskiej dyplomacji mówiła później: - Cenimy współpracę Polski i jej oddanie w sprawie wolności. Dziękujemy Polsce za pomoc [w Iraku], a premier dodawał: - Bardzo dobre spotkanie, które zakończyło się wspólną konstatacją, że nasze stosunki są znakomite, niesmak pozostał.

Politolodzy, którzy śledzą wizytę premiera, nie kryją zaskoczenia. Mówią krótko: to afront. - Coś się dzieje. Polska wiele razy dała wyrazy przyjaźni ze Stanami Zjednoczonymi, chociażby jako sojusznik w Iraku. Dlatego jestem zdziwiony, bo powinniśmy być przez Amerykanów szczególnie hołubieni. Tymczasem oni zachowują się tak, jakby chcieli za coś ukarać: Polskę, premiera albo nową ekipę rządzącą - twierdzi prof. Marek Bankowicz, politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Mówi nawet o "wychłodzeniu" stosunków. - Prezydent Kwaśniewski czy premier Belka byli przyjmowani cieplej - uważa.

Pojawiły się nawet głosy, że Kaczyński płaci cenę za coraz donośniejsze głosy na świecie o polskiej nietolerancji (m.in. w stosunku do gejów) i międzynarodowych kłótniach rządu (choćby z Niemcami w sprawie "kartoflanej afery").

Wieczorem polskiego czasu Jarosław Kaczyński wreszcie bez przykrych niespodzianek spotkał się w Białym Domu z wiceprezydentem Dickiem Cheneyem. Podczas rozmowy pojawił się nawet na chwilę... prezydent Bush. Czy oprócz powitania panowie wymienili choćby dwa zdania? Nie wiadomo. - Była to krótka rozmowa. Głównie deklaracja obustronnych dobrych stosunków - skwitował Kaczyński.

Na pewno jednak polski premier nie poruszył tak ważnych spraw jak zniesienie wiz dla Polaków czy koniec misji w Iraku. Eksperci ds. zagranicznych mają więc wątpliwości, czy ta wizyta była w ogóle potrzebna. Tym bardziej że zaraz po bracie do USA przylatuje prezydent Lech Kaczyński.

  • Podziel się