Duży Kaliber

Paweł Stremski
11.05.2006
Wśród kwiatów składanych na krakowskim grobie zmarłego niedawno Stanisława Lema, uwagę zwracała niepozorna karteczka z niepozornym rysunkiem i jeszcze bardziej niepozornym wierszykiem: "Lem był fantastą/pisał, że przybysze są zieloni jak ciasto/kiwi, dla mnie niemożliwi". Głupi żart? Profanacja? Wręcz przeciwnie - oryginalny i osobisty hołd dla Lema wyrażony cytatem z piosenki "Film" grupy Kaliber 44.
Nieistniejący już Kaliber 44 był dla polskiego hip hopu tym, czym Lem był dla polskiej fantastyki. Genialne podkłady, genialne teksty. W piosenkach Kalibra "nutki stały w rządku jak honorowa gwardia", a "zdradliwa wena, która raz jest, raz jej nie ma" nie opuszczała ich praktycznie nigdy. Ich, czyli Abradaba, Joki i śp. Magika. Trzech zdolnych chłopaków ze Śląska, którzy jakby niechcący stali się ojcami chrzestnymi wszystkich współczesnych O.S.T.R.-ych, Dużych Pe i innych hiphopowych ziomów.

Wyobraźni i językowej fantazji mogli im zazdrościć wszyscy poeci i pisarze. "Tezy obronię, jak He-Man Eternię" śpiewał Abradab w kawałku "Konfrontacje". No czy to nie jest kandydatura do Nobla? Hip hopowego - na pewno.

Teraz, kiedy polski hip hop stoi rymami pokroju "Nie ma to tamto/Teraz ja gram to/A te niunie tańczą" wypluwanymi przez niejakiego Lerka, chce się po prostu wyjść z kina. A ponieważ nie ma się co łudzić, że coś lepszego niż Kaliber może nam się jeszcze w tym temacie przytrafić, odkurzcie stare kalibrowe płyty, słuchajcie i proście "Panie akustyku proszę więcej/Na głośniku, jeszcze więcej/Od południa do Bałtyku".

  • Podziel się