Z ekologiem można się dogadać

Tomasz Nieśpiał
19.07.2007
Jak dzięki Rospudzie powstanie lotnisko w Świdniku, a susły nie zginą
Tuż przy granicy administracyjnej Lublina, na trawiastym lądowisku WSK Świdnik, kryje się skarb przyrodniczy - kolonia 11 tys. susłów perełkowanych. Największa w Europie. Susły, mimo że są niewielkie (do dwudziestu kilku centymetrów) i przesypiają większość czasu, przez ostatnie lata skutecznie blokowały budowę pierwszego lotniska w regionie. Bo kiedy jesienią 1997 r. samorządy Lublina i Świdnika, wojewoda, WSK Świdnik i spółka E&K postanowiły budować lotnisko, zaprotestowali ekolodzy z Towarzystwa dla Natury i Człowieka w Lublinie. Pat trwał lata. Ale kiedy władze zaczęły rozmawiać z ekologami, kompromis uzgodniono w dwa miesiące. Ekolodzy twierdzą, że przełomem okazała się sprawa Rospudy. - Wszyscy zobaczyli, że planując inwestycję, która ingeruje w przyrodę i ignoruje przepisy prawa, w końcu i tak się przegrywa - uważa prezes Towarzystwa dla Natury Krzysztof Gorczyca. - Problemu susłów nie przeskoczymy - przyznał w marcu Jacek Sobczak, wicemarszałek województwa, odpowiedzialny za inwestycję. Marszałek Sobczak zaprosił Gorczycę na rozmowę, potem powołał zespół, do którego zaprosił także przyrodników. Kompromis uzyskano w ciągu dwóch miesięcy - lotnisko zostanie przesunięte. W tym celu wytnie się 160 ha lasu w okolicy i tam powstanie pas startowy. To mniejsza strata niż zniszczenie kolonii susłów. Trawiasta płyta, na której mieszkają susły, zostanie powiększona i ogrodzona, co zabezpieczy chronione zwierzaki przed drapieżnikami. - Fajnie jest się dogadać - mówi Krzysztof Gorczyca. Konserwator przyrody Beata Sielewicz zdradza receptę na sukces: - Potrzebny był dialog, a nie udowadnianie, czyje racje są na wierzchu. Dzięki takiej formie podchodzenia do trudnych spraw oszczędza się czas i pieniądze, a unika konfliktów społecznych.

  • Podziel się