Marchewką chcą zmieniać świat

Igor Nazaruk
15.04.2012 20:38
Celem naszego ?ataku? są hipermarkety, wielcy pośrednicy. My chcemy tylko zdrowego jedzenia za sprawiedliwe pieniądze - przekonują warszawscy kooperanci

W warszawskiej kooperatywie są prawnicy, młode matki i ojcowie z dziećmi, urzędnicy, nauczyciele, pracownicy organizacji pozarządowych, są też ludzie bez stałej pracy i tacy, którzy mieszkają na squatach. W sumie ok. 60 osób. Na jedną kooperatywę przypadają 2-3 samochody, choć czasem trzeba pożyczyć większe auto, np. busa od squatersów. Łączy ich to, że najczęściej nie mają więcej niż 35 lat i robią wspólne zakupy - rzepę, marchewkę, pietruszkę, ziemniaki, cebulę czy nabiał. Później razem organizują warsztaty, np. jak zrobić prezent z niczego czy pokazy filmów.

W niedzielę (15.04.2012) w Warszawie zakończył się I Otwarty Zjazd Kooperatyw. Do stolicy o tym m.in., jak udoskonalić hurtowe kupowanie żywności, przyjechało rozmawiać prawie 200 osób z Francji, Niemiec, Czech i Danii.

- Celem naszego "ataku" są hipermarkety, wielcy pośrednicy, którym niepotrzebnie napychamy kieszenie - mówi Wojtek Mejor z Warszawskiej Kooperatywy Spożywczej. - To sieci są odpowiedzialne za likwidację małych sklepików, powiększając bezrobocie, niszcząc lokalne sieci pomiędzy producentami i konsumentami. A my chcemy tylko zdrowego jedzenia za sprawiedliwe pieniądze.

Jak działa kooperatywa?

Każdego tygodnia za zakupy odpowiedzialna jest jedna osoba. Zamówienia zbierane są przez internet, z wykorzystaniem napisanego do tego celu programu komputerowego. Potem wystarczy pojechać - latem do zaprzyjaźnionego rolnika, zimą na giełdę rolniczą i przywieźć do squatu Syrena przy ul. Hożej w centrum Warszawy zakupione produkty. Potem trzeba je rozdzielić pomiędzy zamawiających. Jeden koszyk ma wartość ok. 20-30 zł. Całe zakupy są warte ok. 800 zł. Wśród najczęściej zamawianych produktów są świeży szpinak, rukola, zioła, pomidory, dynie, brokuły, jabłka, pory, ziemniaki, orzechy, czasem mąka czy owoce itd.

- Marże pośredników są zabójcze. Na giełdzie czy o u rolnika przy zakupie np. kilku worków ziemniaków, marchwi, skrzynek jabłek itd. mamy świeży towar tańszy niż w sklepach. I w przeciwieństwie do marketów mamy całkowitą kontrolę, co i skąd się wzięło - chwali kooperatywę Wojtek. Skąd brać czas na tanie, ale czasochłonne zakupy?

- To jest nasze życie, nie chodzi tylko o jedzenie, ale o tworzenie trwałych relacji, przyjaźni, wspólnoty. To wymaga poświęceń, ale warto. Czasami zakupy kończą się wspólną biesiadą - opowiada Nina, do niedawna pracownica organizacji pozarządowej. Nina chce założyć kolejną kooperatywę zajmującą się edukacją lub ogrodnictwem. - Wspólne zakupy to dopiero początek.

W większości kooperatyw 10 proc. od sumy zakupów przeznaczane jest do wspólnej puli tzw. funduszu gromadzkiego. Z tych pieniędzy finansowana jest pomoc socjalna np. dla tych członków kooperatywy, którzy aktualnie mają problemy finansowe.

- Aby założyć kooperatywę, wystarczy kilka osób, samochód, miejsce, gdzie można się spotkać i odebrać towar, rozliczyć się i pogadać. Powstała prawie dwa lata temu łódzka kooperatywa skupia już 150 osób, zakupy są organizowane raz w tygodniu - zachęca Wojtek Mejor.

Ziemniaczana rewolucja

W Grecji farmerzy mający dość dominacji supermarketów zaczęli sprzedawać płody rolne bezpośrednio, z pominięciem pośredników. W miasteczku Katerini rolnicy w ciągu jednego dnia sprzedali ponad 100 ton mąki po 50 eurocentów za kilogram. W supermarkecie za ten sam towar trzeba zapłacić 1,20 euro. Podobne punkty sprzedaży organizowane są w innych miastach Grecji i tam także cieszą się ogromnym zainteresowaniem. To "ziemniaczana rewolucja" - cieszą się rolnicy.

Przeczytaj także:

Czekolada nie działa na depresję, ale można ją... Właściwości

Polacy są coraz sprytniejsi, wykorzystują promocje w supermarketach i wychodzą

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro@agora.pl

  • Podziel się