Polsko-niemiecka reakcja antyjądrowa

Michał Stangret
22.04.2012 23:00
Protest antyatomowy w w Katowicach, maj 2011r.

Protest antyatomowy w w Katowicach, maj 2011r. (Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta)

Rząd karmi nas w reklamach atomową papką, my mamy rolnika spod Fukushimy i ekspertów pracujących przy likwidacji skutków katastrofy w Czarnobylu - przeciwnicy atomu zaczynają tygodniową kontrkampanię. Wspierają ich organizacje z Niemiec, które w ub. roku rozkręciły antyatomowe protesty w Niemczech i wpłynęły na decyzje Angeli Merkel

- W Europie znajduje się ponad 180 czynnych reaktorów, korzystają z nich prawie wszyscy sąsiedzi Polski - tak w reklamie przekonuje nas do elektrowni jądrowych Paweł Orleański, prezenter programu popularnonaukowego "Galileo" w TV4.

Reklamy, portal poznajatom.pl i blog, który pisze Hanna Trojanowska, pełnomocnik rządu ds. Polskiej Energetyki Jądrowej, to początek proatomowej kampanii (mają być billboardy, kolejne reklamy w TV i radiu), na którą rząd w ciągu dwóch lat rząd wyda 18 mln zł. Rząd do tej pory nie zorganizował debaty z przedstawieniem argumentów za i przeciw.

Z najnowszych badań przeprowadzonych na zlecenie Ministerstwa Gospodarki wynika, że elektrowni atomowych chce 51 proc. Polaków, 45 proc. jest im przeciwna. Ale dwie trzecie przyznaje, że nie chciałoby ich w swojej okolicy.

- Miał być rzetelny dialog ze społeczeństwem, a jest propagandowy monolog - mówi Radosław Sawicki, szef Stowarzyszenia Wspólna Ziemia. Wspólnie z kilkunastoma innymi organizacjami (m.in. partią Zieloni 2004, Greenpeace) zapowiada ripostę: "Tydzień akcji dla przyszłości bez Czarnobyla i Fukushimy".

- Zaprosiliśmy świadków tych dwóch katastrof. Przez tydzień będą podróżować po Polsce i opowiadać, co się u nich działo. Pokażemy drugą stronę medalu - mówi Sawicki.

Wladlen Lepskyi (lekarz, który tuż po wybuchu w Czarnobylu był ordynatorem diagnostyki tamtejszego szpitala), Valerii Lutsyv i Borys Derkacz (żołnierze biorący udział w akcji ratunkowej ), prof. dr hab. n. med. Angelina Nyagu (narodowa ekspertka Ukrainy ds. medycyny nuklearnej, szefowa Stowarzyszenia Lekarze Czarnobyla) i Toshinari Hata (farmer, który prowadził gospodarstwo rolne 50 km od Fukushimy), odwiedzą duże miasta, ale pojadą też do Choczewa czy Krokowa, które znalazły się na liście potencjalnych lokalizacji elektrowni atomowej.

- Mieszkańcy chcą wierzyć, że dzięki elektrowni będą mieli pracę. Ale boją się, że stracą aktualne źródło utrzymania, bo nie przyjadą turyści. Nie wykluczam, że po spotkaniach zaczniemy zbierać podpisy pod wnioskiem o referendum w sprawie elektrowni jądrowej na naszym terenie. Tak jak zrobiła gmina Mielno - mówi Tadeusz Pastusiak, przewodniczący Komitetu Obywatelskiego "Nie dla atomu w Lubiatowie" w Choczewie.

Nie udało nam się wczoraj dowiedzieć, co o akcji myśli koordynujące atomowe plany Ministerstwo Gospodarki.

Za akcją stoją niemieckie organizacje (m.in. Internationalen des Bildungs und Begegnungswerk, Fundacja im. Heinricha Bölla), które finansują objazd po Polsce ekspertów i pomogły go zorganizować (szczegóły oprócz harmonogramu wizyt i ogólnych celów misji są trzymane w tajemnicy). To one w ub.r. po katastrofie w Fukushimie rozkręciły w Niemczech antyatomowe protesty, po których Angela Merkel zdecydowała o zamknięciu niemieckich siłowni jądrowych do 2020 r. Najwięcej (ponad 30 tys.) zagranicznych protestów przeciwko polskiemu atomowi wpłynęło w ub.r. do naszych władz właśnie z Niemiec.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro@agora.pl

  • Podziel się