Skandaliczne rachunki za szpitalny parking? Szpital zarabia na tym 60 tys. zł miesięcznie

Anita Karwowska
12.09.2013
Najpierw miesiące oczekiwania na wizytę u specjalisty, potem godziny w kolejce do gabinetu i recepta na drogie leki. A po wyjściu ze szpitala pacjenta czeka jeszcze rachunek ze szpitalnego parkingu opiewający nawet na kilkadziesiąt złotych. Bo szpitale mogą brać, ile chcą

W kolejce na wizytę u lekarza w warszawskim centrum onkologii pacjenci czekają po kilka godzin. Wcześniej muszą odstać swoje w tłumie do rejestracji. Zjeżdżają tu pacjenci z całej Polski, samochody zostawiają na szpitalnym parkingu. Godzina postoju kosztuje tam 4,5 zł. - Raz czekałem na badania sześć godzin, więc za parking zapłaciłem 27 zł - opowiada pan Wiesław, pacjent centrum, który na leczenie dojeżdża z Ostrołęki. Każda z serii wizyt w szpitalu to co najmniej kilkanaście złotych na opłacenie parkingu.

Opłaty za przyszpitalny parking to już norma niemal w całym kraju. W Warszawie średnia stawka to 4 zł za godzinę. Tyle biorą szpitale: Bródnowski, Kliniczny przy Banacha i Bielański. - Żona jest w końcówce ciąży, musi być pod stałą obserwacją lekarza. W ostatni weekend poczuła się gorzej, więc zawiozłem ją na ginekologię do Bielańskiego. Spędziliśmy tam kilka godzin, za postój zapłaciłem 20 zł - opowiada Krzysztof.

Jeszcze drożej jest w Krakowie, gdzie przy jednym z najpopularniejszym szpitali - Żeromskiego - za godzinę postoju trzeba wydać 5 zł.

Wysokie stawki są też zmorą rodziców, których dzieci leczą się w szpitalach pediatrycznych, a ich pobyty w lecznicach przeciągają się niekiedy tygodniami. Opłaty za parking obowiązują m.in. w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu i w Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Godzina parkowania przy instytucie to 2 zł, w tygodniowym abonamencie 30 zł. Krakowski szpital żąda od parkujących 3 zł - do zeszłego roku stawka była o złotówkę niższa, ale z braku pieniędzy w szpitalnej kasie podniesiono opłaty.

- Jestem matką dwójki dzieci, które wymagają częstej hospitalizacji, najczęściej trafiają do ICZMP w Łodzi. Przyjeżdżając codziennie do szpitala, muszę zostawić ok. 20 zł za parking. A przecież tutaj nikt nie wpada na 20 minut z pomarańczami, tu rodzina często spędza całe dnie, aby pomóc swoim bliskim - skarży się w internecie mieszkanka Łodzi. Wiele osób próbuje znaleźć miejsce parkingowe na sąsiednich ulicach. To jednak się źle kończy, bo mieszkańcy wzywają straż miejską, która wlepia mandaty za auta parkujące na zakazie - w tym roku w pobliżu łódzkiego szpitala było takich interwencji 11.

Szpitale tłumaczą, że muszą pobierać pieniądze za postój, żeby zapewnić większą rotację samochodów na parkingach, mieć pieniądze na utrzymanie placu, ale także, by po prostu zarobić. Szpital Bielański administrowanie parkingiem zlecił firmie Work Service (znanej głównie jako agencja pośrednictwa pracy). Miesięcznie zarabia na nim ok. 60 tys. zł brutto. - Dzięki pieniądzom z parkingu mamy dodatkowe środki np. na zakup leków - przekonuje Krzysztof Jarząbek z działu organizacji szpitala Bielańskiego.

W ustalaniu stawek szpitale mają wolną rękę - czy i ile biorą. W 2010 r. w sprawie zaporowych stawek interweniował poseł Wojciech Żukowski. Problemem próbował zainteresować ministra zdrowia, rzecznika praw obywatelskich i rzecznika praw pacjenta. Twierdził, że zbyt wysokie opłaty za przyszpitalne parkingi utrudniają wielu Polakom dostęp do służby zdrowia.

Jednak zdaniem urzędników nie ma sprawy. - Kwestia pobierania opłat przez podmioty lecznicze za parkingi nie jest związana z prawami pacjenta. Podmioty prowadzące działalność leczniczą, w tym szpitale, samodzielnie gospodarują środkami finansowymi, podejmują decyzje w tym zakresie i jednocześnie ponoszą za nie odpowiedzialność - twierdzą eksperci z Biura Praw Pacjenta, które zapytaliśmy o opinię w tej sprawie. Podobne zdanie ma resort zdrowia.

4 zł kosztuje godzina parkowania pod szpitalem

3 zł kosztuje godzina w centrum Warszawy

  • Podziel się