Sprzątanie po psie już nie jest obciachem. Wygraliśmy bitwę o trawniki

Zofia Knittel
13.11.2013 21:55
Straż miejska wystawia też coraz mniej mandatów za zanieczyszczanie trawników

Z badań prowadzonych przed dwoma laty przez Millward Brown SMG/KRC wynika, że aż 96 proc. mieszkańców Polski - w tym także ci posiadający psy - uważało, że nie sprzątamy po swoich pupilach. A sprzątać jest co, bo według Biura Ochrony Środowiska Warszawy w samej stolicy na ulice miasta każdego dnia trafia ok. 5,5 tony psich odchodów. Na szczęście zwyczaje właścicieli zwierząt przez ten czas mocno się zmieniły.

W Warszawie w 2011 roku straż miejska wystawiła 479 mandatów i 631 razy pouczyła właścicieli psów za niesprzątanie. Do października tego roku mandatów było zaledwie 130, a pouczenia 92.

Podobnie jest w Krakowie. W 2010 r. straż miejska wystawiła 624 mandaty za niesprzątanie psich kup, w 2011 r. 437, a w zeszłym roku tylko 275.

- Kilka lat temu, jak sprzątałam po psie, zdarzało się, że słyszałam gratulacje! Teraz już coś takiego by się nie wydarzyło. Każdy wie, że sprzątnie to obowiązek, a nie żaden wyczyn - mówi 34-letnia Agata, właścicielka małego kundelka.

Spacerowicze nie boją się także zwrócić uwagi właścicielowi zwierzaka, a ci najbardziej zdesperowani organizują uliczne samosądy: w parku Skaryszewskim w Warszawie ktoś zawiesił zdjęcie starszego pana z podpisem "On nie sprząta po swoim psie".

Zdaniem Zarządu Oczyszczania Miasta Warszawy skutecznym sposobem skłaniania właścicieli psów do porządku jest udostępnianie im worków na odchody. W stolicy właśnie trwa montowanie 40 nowych dystrybutorów z potrzebnymi do tego torebkami. W całym mieście jest ich 230. Darmowe torebki z tekturowymi szufelkami można też odbierać w dzielnicowych urzędach. Z roku na rok miasto zamawia ich coraz więcej. W 2006 r. było ich tylko 200 tys., a w tym już 850 tysięcy.

W całej Polsce jest też coraz więcej pojemników na odchody, czasem bardzo pomysłowych. Jedne z nich to rekuperatory, czyli automaty skonstruowane w ramach warsztatów "Think Blue" organizowanych przez firmę Volkswagen. Wrzucamy do nich woreczek z psią kupą i pociągamy za wajchę, jak w "jednorękim bandycie". Jeśli na monitorze pojawią się trzy takie same obrazki, wygramy piłeczkę lub gryzak dla psa, jeśli nie - usłyszymy brawa i fanfary.

Wada tego rozwiązania? W Polsce są tylko trzy takie urządzenia: w Gdańsku, Toruniu i Poznaniu i na dodatek regularnie lądują w warsztacie, niszczone przez wandali.

System nagród, choć mniej zautomatyzowany. zastosowano także m.in. w Sopocie. Strażnicy miejscy za sprzątanie po psach wręczali ich właścicielom breloki z napisem "mój pan po mnie sprząta".

A jak właściciele czworonogów sami radzą sobie ze sprzątaniem po swoich pupilach?

Agata z Warszawy używa do tego zwykłych plastikowych woreczków. - Zakładam je jak rękawiczkę. Potem odwracam worek na drugą stronę, zawiązuję i wyrzucam do kosza - mówi. Jeśli pod ręką nie ma woreczka, wystarczy jednorazowa torba na zakupy.

W sklepach dla zwierząt można zaopatrzyć się w specjalne łopatki czy chwytaki na rączce do sprzątania po psie. Urządzenie takie kosztuje ok. 20 zł. Często dołączone są do niego jednorazowe woreczki. Chwytaki o znacznie dłuższej, bo nawet 60-centymetrowej, rącze kosztują już ponad 50 złotych. W wersji ekskluzywnej możemy się zaopatrzyć w chwytak psich kup połączony ze smyczą. Cena tego gadżetu to prawie 150 złotych.

  • Podziel się