Krótsze kolejki do okulistów i dermatologów. Gdzie zniknęli pacjenci?

Anita Karwowska
20.01.2015
Kolejki do lekarzy specjalistów

Kolejki do lekarzy specjalistów (Fot. Tomasz Fritz / Agencja Wyborcza.pl)

W końcu do okulistów i dermatologów można zapisać się szybciej. Pacjenci jednak wcale nie leczą się częściej u lekarzy rodzinnych, jak zaplanował to w reformie minister zdrowia. Zostali w domu, bo nie wiedzą, gdzie szukać pomocy. Albo leczą się prywatnie

Od początku stycznia do okulisty i dermatologa potrzebujemy skierowania wystawionego przez lekarza rodzinnego. Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz zdecydował się na wprowadzenie utrudnienia, by skrócić w ten sposób kolejki w poradniach specjalistycznych. Na konsultacje okulistów i dermatologów czekać trzeba było od ok. dwóch-trzech miesięcy do roku. W przypadku ponad połowy pacjentów trafiających do tej pory od razu do tych specjalistów (np. z zapaleniem spojówek lub uczuleniem) według ministerstwa wystarczyłaby porada lekarza rodzinnego.

Z informacji, które zebraliśmy w poradniach specjalistycznych w całym kraju, wynika, że kolejki są nieco krótsze. Znaleźliśmy przychodnie, które zapisują na bieżąco (po 15-20 osób dziennie), np. w poradni na warszawskiej Ochocie czy w SPZOZ w Rzeszowie. Na 10 marca można zapisać się do okulisty w przychodni przy ul. Malczewskiego w Warszawie, na 30 stycznia do innej poradni w Rzeszowie. W popularnej stołecznej przychodni Cepelek dermatolog ma pierwszy wolny termin na początku lutego, w przychodni w Ursusie są jeszcze miejsca w styczniu. Najtrudniej o miejsce w przyszpitalnych poradniach prestiżowych lecznic, np. we wrocławskim Wojskowym Szpitalu Klinicznym do okulisty można dostać się dopiero w październiku, w gdańskim szpitalu MSW pod koniec maja, a w warszawskim Szpitalu Bielańskim w ogóle nie ma wolnych miejsc.

Kremy na mróz. Czego warto używać? Warto zaopatrzyć się w porządny zimowy krem. Sprawdzamy, jakie kosmetyki chroniące przed mrozem można znaleźć w drogeriach i aptekach Pacjenci, którzy zniknęli z kolejek do specjalistów, wcale jednak nie pojawili się tłumnie u lekarzy rodzinnych. Dr Jacek Krajewski, szef Porozumienia Zielonogórskiego, które protestowało przeciwko nowym obowiązkom nałożonym na lekarzy rodzinnych: - Takich pacjentów jest zwykle u naszych lekarzy kilku dziennie.

Dr Bożena Janicka, szefowa Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia: - Od początku stycznia miałam tylko kilkunastu pacjentów wymagających konsultacji okulistycznej bądź dermatologicznej. Trafił się m.in. pacjent z łuszczycą, którego od razu musiałam skierować do dermatologa, bo to on powinien zajmować się leczeniem choroby przewlekłej.

Lekarka podkreśla, że i przed reformą trafiało do niej sporo pacjentów, których leczyła bez odsyłania. - Np. po świętach diagnozuję sporo dzieci z uczuleniem po mandarynkach i czekoladzie - mówi. Szczególnie dużo było pacjentów ze stanami zapalnymi. Nie mogli czekać w kolejce kilka miesięcy, potrzebowali pomocy od ręki.

Zdaniem naszych rozmówców pacjentów nie widać ani w poradniach specjalistycznych, ani u nich w gabinetach, bo na razie są zagubieni i nie potrafią jeszcze poruszać się w nowych zasadach. Część przeszła do prywatnych gabinetów. W Warszawie w niektórych medycznych sieciówkach trudno znaleźć w najbliższych tygodniach wolny termin u okulisty.

Polacy jedzą trzykrotnie więcej soli niż powinni Gdzie znajdziemy jej najwięcej? Lista produktów Wątpliwości, czy potrzebują skierowania, mają też chorzy, którzy zapisali się do okulistów i dermatologów w zeszłym roku i mają termin wizyty wyznaczony na 2015 r. - Nie potrzebują - uspokaja dr Janicka.

Lekarze rodzinni postulują, by ministerstwo określiło, z jakimi chorobami pacjenci powinni trafiać nadal do nich (głównie stany zapalne), a kiedy od razu kierować się do specjalistów. Dr Krajewski typuje przede wszystkim jaskrę i zaćmę. - Ci pacjenci wymagają opieki okulisty. Utrudnianie im dostępu skierowaniami to dla nich krzywda, a dla nas zbędna biurokracja - mówi.

W czasie negocjacji z Porozumieniem Zielonogórskim minister zdrowia zadeklarował, że zastanowi się nad taką listą. Na razie jednak nic się nie dzieje. Szef PZ zapowiada, że nie zostawi tej sprawy, bo jego zdaniem lekarze rodzinni mają dziś za dużo obowiązków.

  • Podziel się