Zderzenia samolotów z dronami. Polacy mają patent jak temu zapobiec

Michał Stangret
22.07.2015 16:30
Dron

Dron (Fot. Mikołaj Kuras / Agencja Wyborcza.pl)

Bezmyślny właściciel drona który o mały włos nie doprowadził do katastrofy na stołecznym Okęciu to przypadek wyjątkowy? Niestety nie. Bo drona może dziś kupić każdy. Polska firma pracuje nad systemem, który pozwoli lotniskom błyskawicznie wykryć latającego intruza i go unieszkodliwić

Maszyna Lufthansy, lecąca z Monachium do Warszawy jest w fazie końcowego podejścia do lądowania, gdy wieża otrzymuje informacje z kokpitu - pilot zirytowanym tonem informuje, że o mało co nie zderzyli się z dronem (odległość wynosiła ok. 100 metrów).

Służby lotnicze dają cynk na policję. A ta jeszcze w poniedziałek wieczorem zatrzymuje prawdopodobnego sprawcę incydentu.

Okazał się nim być 39-letni mieszkaniec okolic Piaseczna, w którego mieszkaniu faktycznie znaleziono drona. Przyznał, że w czasie lądowania samolotu Lufthansy rzeczywiście używał swojego drona. Na razie nie usłyszał żadnych zarzutów (po przesłuchaniu został zwolniony do domu). To czy faktycznie jego dron zakłócił lot Embrarera będą oceniać eksperci (na podstawie urządzeń pokładowych drona będą próbowali odtworzyć trajektorię jego lotów)..

Jeżeli okaże się, że to właśnie ten dron o mały włos nie zderzył się z lądującym samolotem, jego operator może mieć spore problemy. Za spowodowanie zagrożenia w ruchu powietrznym grozi do ośmiu lat więzienia.

Ma pokładzie Embrarera było 108 pasażerów i 5 członków załogi.

Niestety ryzyko wystąpienia podobnych incydentów rośnie w szybkim tempie. Drony są coraz bardziej dostępne - najtańsze kilkukilogramowe maszyny może kupić każdy już za 400-500 zł.

Jest jednak pomysł jak zapobiec ewentualnym powtórkom. Wpadła na niego polska firma i za chwilę może zaoferować lotniskom gotowe rozwiązanie.

Polski system będzie gotowy za 6-7 miesięcy. Zachodnie lotniska już się nim interesują

Z Krzysztofem Paszkiem, współwłaścicielem firmy Bioseco rozmawia Michał Stangret

Michał Stangret: Na czym polega wasz pomysł rozprawienia się z dronami-intruzami?

Krzysztof Paszek: - Od dawna pracujemy nad systemem dla lotnisk, który pozwoli zapobiegać zderzeniom samolotów z ptakami. To może nie tak medialny problem jak drony, ale bardzo poważny. Co roku firmy z sektora lotniczego tracą setki milionów dolarów przez różnego rodzaju ptactwo, które ginie w silnikach. Nawet gołąb może zniszczyć silnik. Zderzenia prowadzą nie tylko do kosztownych remontów silników, stwarzają też ryzyko wypadków. Wszyscy pamiętamy awaryjne lądowanie pilota na rzece Hudson w 2009 roku - było następstwem tego, że samolot wylatujący z Nowego Jorku wleciał w stado gęsi. Jeżeli ptaki stanowią poważne zagrożenie dla ruchu lotniczego, to co dopiero kilku czy kilkunastokilogramowe drony? Właśnie wdrażamy na lotnisku w Gdańsku system, który pozwola na identyfikację ptasich zagrożeń. Będzie gotowy za 2-3 miesiące. Po integracji zminiaturyzowanego systemu radarowego oraz systemu teleinformatycznego zadziała również w przypadku dronów.

Jak będzie działać?

- Kluczowa jest identyfikacja zagrożenia. Nasz system oparty jest na skanerach transmisji radiowych, gps, analizie wideo, audio i radarowej, które współpracując ze sobą mają wyłapać obcy obiektu nad monitorowanym obszarem i rozpocząć rejestrację wszystkich parametrów obiektu i jego lotu: wielkość, kierunek, wysokość, szybkość itp. Informacje uzyskane przez nasz system posłużą odpowiednim służbom, jak np. wojsko, które zdecyduje, co dalej?

Można sobie wyobrazić, że służby lotniska przechwytują drona?

- W tym kierunku idą nasze działania. Służby będą w stanie za pomocą naszego systemu przejąć kontrolę nad urządzeniem. Być może lotnisko zechce odsunąć zagrożenie i odleci dronem poza newralgiczny obszar, albo posadzić go w bezpiecznym miejscu. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby taka akcja odbywała się nawet automatycznie. Być może - we współpracy z wojskiem - zostanie podjęta decyzja o zniszczeniu drona. Ale można sobie wyobrazić, że np. służby graniczne - skąd coraz częściej dochodzą sygnały o przemytach z wykorzystaniem dronów - zechce przywołać maszynę, by sprawdzić, co przenosi. Dzięki szybkiej identyfikacji zagrożenia, łatwiejsze będzie również namierzenie operatorów niechcianych dronów.

Kiedy system będzie gotowy?

- W projekcie ściśle współpracują trzy gdyńskie firmy: SIRC, Bioseco oraz Bonda.pl. Chcemy oferować tego typu rozwiązanie w ciągu 6-7 miesięcy. W tym celu zawiązujemy nową spółkę, która będzie komercjalizować system SafeSky. Obserwujemy bardzo duże zainteresowanie ze strony polskich a także zagranicznych instytucji tym systemem.

Zobacz także
  • Podziel się