Pocztówka wraca do łask. SMS-y i selfie nie zastąpią tradycyjnej kartki?

Michał Stangret
23.07.2015 21:00
Skrzynka pocztowa

Skrzynka pocztowa (BARTOSZ BOBKOWSKI AGENCJA GAZETA)

Miała się nazywać "nagopis" albo "otwartka", stanęło na pocztówce. Już ją prawie pogrzebano, a tu niespodzianka. Okazuje się, że coraz więcej osób chce wysyłać prawdziwe kartki pocztowe

"Serdeczne pozdrowienia ze słonecznej Juraty przesyła Kazik z rodziną" - pamiętasz kiedy ostatni raz dostałeś kartkę z wakacji? Ja też nie. Ale nie zdziw się, jeżeli wkrótce dostaniesz. - Przez internet i komórki jeszcze niedawno wydawało się, że pocztówki czeka szybki koniec. Zamówienia z roku na rok malały, mnóstwo firm poligraficznych poupadało. Ale teraz widać, że w interesie rośnie ruch - mówi nam Cezary Weisdrodt ze szczecińskiej firmy Verso, która drukuje pocztówki na zlecenie samorządów, organizacji turystycznych, czy firm, które wstawiają je do kiosków albo na stragany w kurortach. Zamówień przybywa, bo klienci się dopytują.

Pocztówka, czyli nagopis

Gdy w 1865 r. Heinrich von Stephan, poczmistrz generalny Berlina, przedstawił na forum Niemieckiej Konferencji Pocztowej w Karlsruhe wizję kartonika do przesyłania korespondencji, branża jęknęła z oburzenia. Do tej pory wysyłano listy w kopertach, a tu naga karta? A gdzie dyskrecja? Kto zechce dzielić się treścią dostępną dla osób trzecich? - szefostwo Poczty Pruskiej nie zostawiło na pomyśle suchej nitki.

Musiały minąć cztery lata, zanim pocztowcy zrozumieli, że jest cała masa lekkich i niekoniecznie poufnych tematów, o których zechcemy sobie napisać. Pierwsze karty korespondencyjne (Correspondenz Karte) zaczęto sprzedawać w Cesarstwie Austro-Węgier (1869 r.) i w ciągu pół roku wysłało je blisko 5 mln osób.

Nową usługę momentalnie uruchomili pocztowcy w Ameryce Północnej i innych krajach Europy.

Za pierwszą polską pocztówkę uchodzi dzieło Fryderyka Sommera, szefa schroniska na Śnieżce. Przedstawiała ilustrację litograficzną szczytu Śnieżki razem z mieszczącymi się tam zabudowaniami. Pierwsze jej egzemplarze zostały wysłane pocztą 23 lipca 1873 roku i już dzień później odczytali je pierwsi adresaci. Nie nazywała się wtedy pocztówką, bo w ogóle nie miała nazwy.

Dopiero w 1900 r. zorganizowano konkurs na polską nazwę tego typu korespondencji. Wśród ok. 300 zgłoszonych propozycji był m.in. Nagopis, Listewka, Otwartka, Liścik, Pisanka, Niezalepka, Odkrytka. Jurorzy woleli jednak "pocztówkę", prawdopodobnie dlatego, że autor tej propozycji nie był byle kim (zgłosił ją Henryk Sienkiewicz).

Impuls do rozkwitu dała pocztówce moda na turystykę w okresie międzywojnia (Polacy zapałali żądzą urlopowych wyjazdów i nawet z weekendów pod miastem słali rodzinie kartki z pozdrowieniami). Swoje zrobiła moda na celebrowanie wszelkiej maści rocznic i imienin w okresie PRL (prócz widokówek zaczęliśmy wtedy masowo wysyłać karty okolicznościowe zdobione np. kwiatami).

Przeżyła telefon i samochód

Wraz ze wzrostem popularności kolejnych zdobyczy techniki co raz wieszczono jej rychłą śmierć: miało ją zabić rozpowszechnienie telefonów (można zadzwonić z życzeniami, więc po co słać kartki?), samochodów (każdy ma auto, więc łatwo nie wyłga się z wizyty na imieninach, a skoro pojedzie, to pocztówka zbędna). Ale najgorszy cios zadał jej internet. Od 2000 r. pocztowcy notowali lawinowy spadek popularności tej formy korespondencji.

Teraz jednak coraz częściej słychać o jej renesansie. - Są ludzie, których drażnią dzisiejsze nowoczesne formy korespondencji. Dostajesz na święta 30 SMS-ów z życzeniami, wszystko gotowce skopiowane z internetu i koniec końców nie jesteś w stanie powiedzieć, co od kogo, ani potraktować tych życzeń osobiście, jako wyrazu czyjejś rzeczywistej troski i sympatii. A pocztówkę można sobie zawiesić na lodówce, jest na zawsze i będzie jeszcze długo przypominać o tym, kto ją wysłał - mówi Cezary Weisdrodt z wspomnianej firmy Verso.

- Weźmy wakacje. Kartki wyparło wysyłanie selfie. Ile można zdzierżyć tych MMS-ów z twarzami, które dostajemy od znajomych. Dla młodego pokolenia pocztówka to może być nowe odkrycie, bo oni tego w ogóle nie znają - dodaje Rafał Górzyński z firmy CyfrowaDrukarnia.pl (również produkują pocztówki).

Potwierdzają, że coraz więcej zleceń przychodzi z małych turystycznych gmin (zamawiają np. po kilkaset sztuk w kilku rodzajach i rozprowadzają w punktach informacji turystycznej). W dużych miastach podobnie. Jak mówi nam Giovanni Arlotti, kierownik w stołecznym Biurze Informacji Turystycznej, w całym 2012 r. turyści odwiedzający Warszawę kupili w punktach Informacji Turystycznej 2869 pocztówek. A w tym roku już 4285. Niby niewiele, ale jeżeli tendencja się utrzyma w pozostałej części tego roku, będzie to oznaczało 3-krotny wzrost.

Zobacz wideo
Zobacz także
  • Podziel się