Jak gminy migają się, by nie przyjąć uchodźców

Michał Stangret
04.10.2015 16:56
Rafał Trzaskowski: Solidarność jest konieczna w obliczu katastrofy humanitarnej

Rafał Trzaskowski: Solidarność jest konieczna w obliczu katastrofy humanitarnej (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl)

W całym kraju trwa akcja poszukiwania samorządów, które mogłyby przyjąć uchodźców. Niektórzy urzędnicy stają na głowie, by się wymigać

Chodzi o niecałe 7 tys. osób, głównie z ogarniętej wojną Syrii i Erytrei, które mają trafić do Polski w ciągu dwóch lat. Najpierw przejdą adaptację w rządowych ośrodkach dla azylantów, ale potem nie mogą być zamknięci w gettach. Stąd pomysł, by stopniowo rozlokowywać ich po kraju.

Schronienia mogłyby im zapewnić gminy. Od kilkunastu dni próbuje to sondować rząd. Wojewodowie na prośbę Ministerstwa Pracy oraz Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji rozsyłają zapytania do samorządów. Nie ma w nich żadnych żądań, wojewodowie pytają, czy poszczególne miejscowości byłyby w stanie przyjąć uchodźców, zagwarantować im lokale socjalne lub inne mieszkania. A jeśli tak, to jaką liczbę osób mogą przyjąć. Wojewodowie podkreślają, że pisma mają charakter czysto orientacyjny, a odpowiedzi włodarzy nie będą traktowane jako zobowiązanie.

Kraśnik nie da się wysiedlić

Choć w wielu polskich gminach najbardziej potrzebujące rodziny od lat nie mogą się doczekać mieszkań socjalnych, teraz zdarzają się cuda. - Informuję, że pierwszy raz w historii miasta udało się wyremontować i dostosować do oczekiwanych przez Pana Wojewodę standardów 57 mieszkań socjalnych - melduje wojewodzie lubelskiemu burmistrz Kraśnika Mirosław Włodarczyk z PiS. W oficjalnym piśmie chwali się, że mieszkania już zostały przekazane potrzebującym. Nastąpiło to 23 września, czyli... w niecały tydzień po tym, jak burmistrz dostał pismo od wojewody w sprawie uchodźców.

Nie jest to jednak niewinna informacja o tym, że samorząd wreszcie zapewnił mieszkania socjalne potrzebującym. To odmowa przyjęcia uchodźców. Burmistrz insynuuje, że wojewoda chciałby to zrobić kosztem Polaków: - Mam nadzieję, że nie jest Pana intencją wysiedlenie z tego budynku kraśnickich rodzin z dziećmi w celu zakwaterowania islamskich uchodźców. Nigdy bym na to nie pozwolił! - zastrzega.

I na wypadek gdyby wojewoda się nie zniechęcił, zabezpiecza się ideologią z prawicowych portali: - Naszym moralnym obowiązkiem jako Polaków jest umożliwienie jak najszybszego powrotu do kraju potomkom polskich patriotów przymusowo wywiezionych do dawnych republik sowieckich - pisze Włodarczyk. Niestety, nie chwali się żadną swoją dotychczasową aktywnością w tym zakresie, bo takiej samorząd nie planował.

Perspektywa znalezienia miejsca dla uchodźców z Bliskiego Wschodu już sprawia, że samorządy zaczęły się rozglądać za polskimi repatriantami i traktować ich jako alibi. Prezydent Bielska-Białej Jacek Krywult (niezależny, startował z poparciem PO) zastrzega, że choć miasto nie jest przygotowane do przyjęcia jakiejkolwiek liczby uchodźców, to można sprowadzić jedną polską rodzinę repatriantów z Kazachstanu - donosi serwis Bielsko.biala.pl. Opole jest gotowe przyjąć polskich repatriantów już w przyszłym roku, ale o imigrantach, dla których miejsca szuka wojewoda, nie chce słyszeć.

Są wielokulturowi i nie chcą więcej

Jeszcze wyższą tonację przyjmuje burmistrz Zamościa Andrzej Wnuk (popierany przez PiS). - Grzecznie odpowiedziałem panu wojewodzie, że niestety nie. Zamość jest miastem wielokulturowym i w swojej bogatej historii miał liczne nacje i różne narodowości. Nie widzę też problemu, abyśmy się ubogacali kulturowo. Chyba powinniśmy podejść do sprawy na zasadach podobnych do założyciela miasta - Jana Zamoyskiego. On ściągał jednostki, które były potrzebne dla miasta w danym zakresie. Jeśli Żydów to nie aszkanezyjskich, a sefardyjskich, bogatszych i lepiej wykształconych. Jeśli Ormian to tych, którzy byli dobrymi kupcami - tłumaczył Radiu Eska Lublin.

Za to burmistrz Sokołowa Małopolskiego, zanim wysmażył wojewodzie podkarpackiemu odpowiedź, zdecydował się poprosić o zdanie mieszkańców na Facebooku. - Odzew przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Mieszkańcy boją się zwłaszcza islamistów, a nie mam wątpliwości, że to przede wszystkim o takich uchodźców chodzi, dlatego odmówiłem ich przyjęcia - mówi Andrzej Ożóg, portalowi Supernowosci24.pl.

Takie argumenty to wyjątki?

Straszenie, że uchodźcy to niebezpieczni islamiści, przeciwstawianie ich potrzeb potrzebom mieszkańców i wprowadzanie atmosfery konfliktu między uchodźcami i lokalną społecznością to - według relacji lokalnych portali - na szczęście rzadkość.

Zwykle nawet samorządowcy nieznajdujący miejsc dla imigrantów, o które dopytują wojewodowie, używają mniej napastliwych argumentów: "mamy kolejkę do mieszkań socjalnych i komunalnych", "nie jesteśmy przygotowani", "nie stać nas". Próbują tłumaczyć, że czekają na konkretne zapowiedzi rządu dotyczące pomocy finansowej, która trafi do samorządu za uchodźcą.

Na razie wiadomo, że UE zapłaci Polsce po 10 tys. euro na każdego uchodźcę przyjętego z Bliskiego Wschodu i po 6 tys. euro na uchodźcę przebywającego obecnie w obozach na terenie UE. Do 2020 r. na programy dla uchodźców dostaniemy dodatkowe 60 mln euro.

Nie wiadomo jeszcze w szczegółach, ile z tych funduszy trafi do samorządów na utrzymanie, edukację i aktywizację uchodźców. Część gmin jednak nie czeka na konkrety. Jednym z pierwszych miast, które wyraziły gotowość przyjęcia uchodźców, był Gdańsk, rządzony przez Roberta Biedronia Słupsk oraz papieskie Wadowice - według burmistrza Mateusza Klinowskiego (niezależny) to "moralny obowiązek tych, którzy żyją w cieniu papieskich pomników".

W różnych województwach samorządy dostały różne terminy na odpowiedź. Odpowiedzi powinny dotrzeć do wojewodów do końca października.

Na razie na najbardziej gościnne wygląda woj. zachodniopomorskie, gdzie wstępna lista potencjalnych miejsc dla uchodźców jest już gotowa. Według tamtejszego wojewody, w ośrodkach wypoczynkowych, byłych szkołach i prywatnych mieszkaniach zlokalizowano 1,6 tys. miejsc. Woj. opolskie szacuje, że na schronienie może tam liczyć 1085 uchodźców, ale tylko na 48 godzin w sytuacji kryzysowej (gotowość przyjęcia na stałe zgłosiły pojedyncze samorządy). Ze wstępnych wyliczeń urzędników w Małopolsce wynika, że znalazłoby się tam miejsce dla 320 uchodźców.

Zobacz także
  • Podziel się