"Czasami trzeba kogoś podnieść, żeby mógł sam chodzić". Polka pomaga uchodźcom w Libanie

Marianna Fijewska
07.04.2016 12:56

Archiwum PCPM Adam Rostkowski

Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej prowadzi w Libanie największy program pomocy humanitarnej realizowany przez polską organizację pozarządową. Wśród pracowników jest Rana Gabi, Polska o libańskich korzeniach

Fatima miała trzynastkę dzieci, w wyniku bombardowania straciła dwóch synów i córkę. Gdy jej mąż dowiedział się o śmierci dzieci, zmarł na zawał. Później w wojnie Fatima straciła matkę, a jej syn został ranny. Fatima wraz z niepełnosprawnym synem zamieszkała w Libanie nie mając żadnych środków do życia.

Podobnie jak Anim, któremu wraz z żoną i dziećmi udało się uciec z domu, podczas gdy żołnierze torturowali resztę rodziny. Jego dzieci często błagają o kawałek mięsa, tak jak jedenaścioro dzieci Mahmuda, który wraz z nimi i żoną uciekł w piżamach z bombardowanej Palestyny.

Rodzina Fatimy, Anima i Mahmuda znalazła się pod opieką Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej, które prowadzi w Libanie, na granicy z Syrią, największy program pomocy humanitarnej realizowany przez polską organizację pozarządową. Pomoc dostarczana przez PCPM ma wartość ponad 15 mln złotych.

Rana Gabi jest Polką o libańskich korzeniach, która, razem z innymi polskimi pracownikami humanitarnymi, od wielu miesięcy stacjonuje w Libanie, pomagając najbardziej potrzebującym rodzinom syryjskim.

Marianna Fijewska: Co jest największym problemem uchodźców syryjskich w Libanie?

Rana Gabi: Oprócz tego, że rodzin syryjskich nie stać na zaspokajanie podstawowych potrzeb materialnych, takich jak opłacenie czynszu, mają ogromny problem z wolnością przemieszczania się, co automatycznie ogranicza ich możliwości zarobku. Liban nie podpisał konwencji do spraw uchodźców.

Każdy Syryjczyk, który chce legalnie poruszać się po kraju musi mieć odnowione dokumenty pobytu, a to się wiąże z kosztami finansowymi i warunkami trudnymi do spełnienia dla kogoś kto wyjechał z kraju bez niczego, stracił swoje dokumenty w spalonym domu lub nie zna Libańczyka, który mógłby się za niego wstawić jako gwarant (osoba zapewniająca mieszkanie i pracę). W prowincji Akkar około godziny 16, wojsko tworzy, na granicy wiosek goszczących uchodźców ruchome posterunki, kontrolując przejeżdżające samochody lub pieszych. Czasem jest się poproszonym o okazanie dokumentów. Jeśli Syryjczyk, szczególnie młody mężczyzna, ma nieważne dokumenty, zostaje aresztowany.

Jak Libańczycy reagują na uchodźców?

Do jesieni 2014 roku to było zupełnie naturalne, że Libańczycy opiekują się Syryjczykami. Każdy z nas może wyobrazić sobie sytuacje, w której wizyta naszych gości bardzo się wydłuża - w pewnym momencie zaczynają być męczący, a po 5 latach stają się poważnym problemem. Libańczycy odczuwają obecność swoich gości na każdym kroku, ponieważ ich kraj nie jest przygotowany do przyjęcia tak dużej liczby uchodźców.

Liban jest krajem, który tonie w długach; krajem wciąż odczuwającym skutki własnej wojny domowej, a teraz jeszcze syryjskiej. Kiedy jedzie się ulicami Bejrutu w powietrzu unosi się zapach zgnilizny. Bejrut zalany jest śmieciami, przez co w każdej chwili może wybuchnąć epidemia. Odnotowano już wiele przypadków zachorowań, a nawet zgonów związanych z zanieczyszczeniami tego miasta. Libańczycy nie radzą sobie z własnymi śmieciami, a wiedzą, że codziennie wyrzucane są dodatkowe tony śmieci przez Syryjczyków. To jeden przykład z wielu powodów, przez których potęgowane jest napięcie między tymi społecznościami i nieraz prowadzi do dyskryminacji.

Jak wygląda sytuacja dzieci syryjskich?

Wśród Syryjczyków mówi się o straconym pokoleniu - dzieciach nie mających szansy na przejście przez normalny system edukacji, z traumami wojennymi, rozbitymi rodzinami i wszystkimi problemami wynikającymi z życia w obcym kraju, gdzie nigdy nie będą czuć się jak u siebie. 80% libańskich szkół to bardzo drogie szkoły prywatne. Szkół publicznych jest mało, ale organizują zmiany popołudniowe dla dzieci syryjskich. W 2015 roku o wiele więcej libańskich szkół przyjęło syryjskie dzieci niż w poprzednich latach. Nie mogę powiedzieć, że całkowicie rozwiązuje to problem.

Rodziny często wolą wysłać chłopców do pracy, a dziewczynki zostawić w domu. Boją się, że ich dzieci będą wyśmiewane, bo są Syryjczykami - nie mają pieniędzy na jedzenie i transport. Wstydzą się, bo ich ubrania są świadectwem ich ubóstwa. Rodziny znajdujące się pod naszą opieką bardzo namawiamy, żeby posyłały dzieci do szkoły, są przez nas informowane o ułatwieniach i nowościach wprowadzanych przez inne organizacje oraz Ministerstwo Edukacji.

Co jest dla Ciebie najtrudniejsze w tej pracy?

Trudno też jest czasem wyczuć, kiedy należy się zatrzymać, wyłączyć się od pracy dla higieny psychicznej. Czasem w łóżku jeszcze sprawdzam wiadomości i zdarzy się, że wieczorem jest skierowana do nas informacja o rodzinie znajdującej się w złych warunkach życiowych, potrzebującej przesiedlenia z namiotu do bezpieczniejszego schronienia w ciągu 24 godzin.

W takiej sytuacji zaśnięcie jest bardzo trudne - to od nas zależy, czy pomoc będzie dostarczona teraz, czy nazajutrz. A jeśli za kilka godzin będzie już za późno? Jeśli zamarznie dziecko, albo ktoś załamie się nerwowo? Dostaję bardzo dużo wiadomości tego typu i wciąż uczę się nabierać do tego dystansu.

Jak Polskie Centrum Pomocy pomaga rodzinom na uchodźctwie?

Bezdomne, potrzebujące rodziny, które często borykają się z kłopotami zdrowotnymi, trafiają do tymczasowych schronień, czyli ocieplanych garaży. W garażach można przebywać do 3 tygodni - to czas, który dajemy rodzinie na znalezienie lepszego rozwiązania. Tych najbardziej potrzebujących wspieramy opłacając czynsz za wynajem pokoju, lub mieszkania. Dobrym przykładem jest rodzina pewnego uchodźcy, którego życie było zagrożone za to, że przeciwstawił się reżimowi. W Libanie znalazł schronienie, a PCPM współfinansowało jego rodzinie dach nad głową. Dzięki temu mężczyzna mógł wszystko to, co zarobił przy naprawie samochodów inwestować w narzędzia do pracy - dzisiaj sytuacja rodziny jest stabilna, a PCPM nie musi już wspierać jej w czynszu.

Oprócz tego zapewniacie podstawową opiekę zdrowotną.

Stan zdrowia uchodźców jest często bardzo zły. Zarówno ten fizyczny, bo np. mają niezagojone rany postrzałowe, jak i psychiczny, bo zmagają się ze strasznymi traumami wojennymi i wszystkimi obciążeniami wynikającymi z życia na uchodźstwie. Ich kondycję pogarszają bardzo kiepskie warunki życia. Dlatego od 2 lat prowadzimy w północnym Libanie ośrodek podstawowej opieki zdrowotnej. Klinikę dziennie odwiedza około 55 uchodźców. Niestety, fundusze przeznaczone na ośrodek skończyły się jakiś czas temu, a PCPM walczy o dofinansowanie. Aktualnie żadna organizacja rządowa i pozarządowa nie może wesprzeć finansowo ośrodka. Zaskakujący jest fakt, że od trzech miesięcy klinika działa tylko dzięki środkom wysyłanym z Polski przez osoby prywatne. Pomoc Polaków jest bardzo doceniana na miejscu. Klinika jest niezwykle ważnym przedsięwzięciem, bo zapewnia podstawową opiekę zdrowotną dla 17 000 uchodźców.

To daje nadzieję.

Chciałabym, żeby Polacy rozpoznawani byli wszędzie tam, gdzie jest ludziom źle z pokojem i nadzieją. Nie jestem zwolenniczką uzależniania ludzi od pomocy humanitarnej, uważam, że każdy musi nauczyć się radzenia sobie samemu. Uważam jednak, że czasami trzeba kogoś podnieść, żeby mógł sam chodzić. Jeśli zostawi się go na ziemi, będzie tylko gorzej.

Zobacz także
  • Podziel się