Rodzinny "Zaklęty Krąg". Krzysztof Cugowski nagrał płytę z synami

Konrad Wojciechowski
03.10.2016 21:06
Rodzina Cugowskich

Rodzina Cugowskich (mat. prasowe)

Krzysztof Cugowski po rozstaniu z Budką Suflera spełnił swoje rockowe marzenie i nagrał z synami - Piotrem i Wojciechem - płytę ?Zaklęty krąg?.

Z Krzysztofem, Piotrem i Wojciechem Cugowskimi rozmawia Konrad Wojciechowski

Nagraliście wspólnie płytę – pan z synami, wy z ojcem. Kto kogo zaprosił do współpracy? A może tu nie ma gości tylko są sami gospodarze?

Krzysztof Cugowski: Tak należy powiedzieć – gospodarze. Przymierzaliśmy się do wspólnej płyty już od jakiegoś czasu. Mnie pytano, kiedy nagram płytę z synami, a synów, kiedy zrobią coś z ojcem. W końcu ta chwila nadeszła. I zobaczymy, co będzie dalej.

Wojciech Cugowski: To był 2014 rok. Budka Suflera odchodziła jubileusz 40-lecia i zaprosiła nas na trasę – zagraliśmy jako goście kilka koncertów. I wtedy padł pomysł zrobienia czegoś razem. Tata kończył działalność z Budką, więc chcieliśmy otworzyć nową kartę. Dla nas wszystkich jest to nowy rozdział.

Czy twoja obecność na solowej płycie taty „Przemijanie” z ubiegłego roku była tego zapowiedzią?

Wojciech: To był wypadek przy pracy. Tata poprosił, żebym zaaranżował jeden utwór w trochę inny sposób. W tym czasie już pracowaliśmy razem i graliśmy koncerty. Ale jeszcze nie weszliśmy do studia. Nad płytą usiedliśmy dopiero pod koniec 2015 roku i nagrywaliśmy ją dosyć długo, bo w przerwach między koncertami. Zajęło nam to ponad pół roku.

Piotr Cugowski: To zarazem dużo czasu i mało. Gdyby skrupulatnie policzyć, ile to w sumie trwało, pewnie wyszedłby kwartał. Akurat budowaliśmy własne studio nagrań, bo bardzo nam zależało na miejscu, w którym w spokoju będzie można popracować.

Podczas wspólnych koncertów zdarzyły się przecieki? Fani usłyszeli coś z albumu „Zaklęty krąg”?

Piotr: Tego lata graliśmy razem tytułowy numer, właśnie „Zaklęty krąg”.

Wojciech: Prawda jest taka, że niektóre z tych utworów przeleżały jakiś czas w szufladzie, na przykład „Godność”.

Na płycie „Zaklęty krąg” słychać sporo wycieczek w różne rejony muzyczne. To tata was namówił na tę bluesową podróż?

Wojciech: Myśmy na takiej muzyce wzrastali, bo tata nam puszczał w dużych ilościach muzykę bluesową, rhytmandbluesową czy rockową podsycaną bluesem, jak ZZ Top, Lynyrd Skynard czy The Allman Brothers Band. Nigdy nie mieliśmy z nią do czynienia twórczo, ale nigdy nie była nam obca. A przystępując do nagrania wspólnej płyty, wiedzieliśmy, że musimy pogodzić wiele swoich fascynacji muzycznych i znaleźć dla nich wspólny mianownik. I to się udało.

Były konflikty twórcze, artystyczne różnice zdań?

Wojciech: Nie, zupełnie.

Krzysztof: Żadnych. I to jest bardzo dziwna rzecz, bo brałem udział w różnych konfiguracjach personalnych i zawsze zdarzały się tarcia, a tutaj nic. Aż się, cholera, boję, że za łatwo to poszło. Słychać jedynie lekkie rozejścia muzyczne, bo każdy robił to, na co miał ochotę, a reszta mu życzliwie sekundowała.

Numery są dłuższe, niż wymagają tego radiowe standardy. Taka „Iluzja” trwa przeszło sześć minut. Kto to będzie puszczał?

Krzysztof: Ale my nie nagrywaliśmy płyty dla radia, tylko dla siebie i ludzi, którym taka muzyka jest bliska. Podstawowym kryterium było to, żeby nam się podobała.

Wojciech: Był pomysł, żeby „Iluzją” rozpoczynać koncerty – zaprezentować nasze głosy, a później budować napięcie.

Piotr: Niczego nie kalkulowaliśmy! Szczerze podeszliśmy do tych piosenek. W sumie przy tej płycie pracowało ponad 20 osób, bo nie chcieliśmy zajmować się rzeczami, o których nie mamy pojęcia. Przecież nie mogliśmy zagrać na dęciakach, a chcieliśmy je tutaj usłyszeć.

Teksty są refleksyjne, o przemijaniu, o czasie. Tak wyszło czy tak miało być?

Krzysztof: To dlatego, że ludzie, którzy je pisali, mieli świadomość, kto to będzie śpiewał. W związku z tym nie ma tekstów, które brzmią fałszywie.

Piotr: Rzeczywiście można się zadumać. Weźmy utwór „Na czas” – to jeden z poważniejszych na płycie.

Nie czuliście się z Wojtkiem niestosownie, śpiewając teksty zarezerwowane dla starszego pokolenia?

Krzysztof: Skoro nagrali płytę ze staruszkiem, to takie tematy musiały się pojawić [śmiech].

Piotr: Ale „Na czas” jest akurat dialogiem ojca z synem. W ogóle sporo na tej płycie śpiewamy razem, bo chodziło o to, żebyśmy zaistnieli we trzech. Wojtek Byrski, Jurek Stankiewicz i Adam Sikorski, którzy napisali teksty, doskonale nas znają, ale mieli niełatwe zadanie, aby rozpisać piosenki z podziałem na role.

Pan powiedział niedawno, że ostatnie lata z Budką były odzyskiwaniem rockowej charyzmy. Udało się?

Krzysztof: Chyba tak. Przecież jestem rockowym wokalistą, nigdy się nie zmieniłem.

Ale wie pan – „Takie Tango” czy „Bal wszystkich świętych” to były piosenki, od których fanom rockowej Budki cierpły uszy.

Krzysztof: Ja się nie dziwię. Ale dzięki temu prolongowaliśmy naszą karierę o wiele lat. Nie wiem, czy dojechalibyśmy do 40-lecia, gdyby nie to. Ekonomia jest jednak bezlitosna. Płyty „Nic nie boli tak jak życie” i „Bal wszystkich świętych” nie są oczywiście płytami rockowymi, ale spowodowały, że nagle w wieku 50 lat mogłem postawić sobie dom i trochę odłożyć, co dla podstarzałego rockmana jest rzeczą niebagatelną [śmiech]. Pod koniec kariery doszliśmy z kolegami z Budki do słusznego wniosku, że należy przypomnieć publiczności, z czego wcześniej słynęliśmy. Dlatego wykonywaliśmy na koncertach stricte rockowy repertuar z całej płyty „Cień wielkiej góry”. Ludzie się dziwili: „Czy oni powariowali?” [śmiech]. No bo przecież młodsza publiczność tego nie znała, to było 40 lat temu!

A teraz co? Wyszedł rockowy „Zaklęty krąg” i ile musi się tego sprzedać, żeby był sukces?

Piotr: Tego się nie da przewidzieć.

Krzysztof: Ale tu nie o liczby chodzi! Chodzi o to, żeby ludzie byli zainteresowani, żeby kupili płytę, przyszli na koncert i posłuchali. Ale czy tak będzie? Mam pewne obawy... A jeśli tak się stanie, to publicznie przeproszę publiczność, że się pomyliłem i nie wierzyłem w jej gust.

Piotr: Chciałbym to zobaczyć [śmiech].

Ja też.

Krzysztof: Macie to u mnie!

Zobacz także
  • Podziel się