Wielki Zderzacz znów popsuty

Łukasz Antkiewicz
21.09.2008 00:00
Powodzenie jednego z największych światowych eksperymentów stoi pod znakiem zapytania. Na co najmniej dwa miesiące unieruchomiono akcelerator, który miał pomóc naukowcom w zbadaniu powstawania wszechświata

>> Największy eksperyment świata

Chodzi o Wielki Zderzacz Hadronów (LHC), czyli gigantyczny akcelerator cząstek. 10 września cały świat patrzył, jak pod szwajcarsko-francuską granicą uruchamiano kulisty tunel o średnicy ok. 9 km i obwodzie 27 km. Naukowcy chcieli przyspieszyć wprowadzone do niego cząstki, potem nakierować je na siebie i doprowadzić do ich zderzenia. Dzięki obserwacji tego zjawiska fizycy mają lepiej poznać początki powstania wszechświata.

Okazuje się jednak, że realizacja eksperymentu, który kosztował do tej pory 10 mld dolarów, ciągle napotyka na nowe przeszkody. W sobotę naukowcy poinformowali, że muszą go przerwać na co najmniej dwa miesiące.

- Doszło do kolejnej awarii. Kiedy testowano LHC przy wysokim napięciu, wyciekł hel w 27-kilometrowym tunelu akceleratora - mówił James Gillies, rzecznik ośrodka badawczego CERN. W wydanym oświadczeniu stwierdzono, że przyczyną awarii były źle połączone magnesy, który utrzymywały wiązkę cząstek na torze. Sądzono, że awarię da się naprawić w ciągu kilkunastu dni, ale dziś wiadomo już, że naukowcom zajmie to znacznie więcej czasu.

- Sektor, w którym doszło do problemu, trzeba ogrzać do temperatury powyżej zera absolutnego. To potrwa minimum kilka tygodni - informował James Gillies.

To już druga awaria urządzenia. Dzień po jego uruchomieniu, kiedy chciano wprowadzić do niego drugą wiązkę cząstek, zepsuł się transformator odpowiedzialny za chłodzenie. Dr Marek Pawłowski z Instytutu Problemów Jądrowych uspokaja jednak, że dalsze losy eksperymentu nie są zagrożone i po usunięciu awarii powinien być kontynuowany.

- Byliśmy przygotowani na takie sytuacje. Spodziewaliśmy się nawet, że tych awarii na początku będzie znacznie więcej, a i tak uruchomienie akceleratora poszła bardzo sprawnie - mówi w rozmowie z "Metrem" naukowiec. - W tej konkretnej sprawie domyślam się, że mógł zawieść po prostu materiał. Mógł też zadziałać tu czynnik ludzki, czyli ktoś popełnił błąd, montując tę część - dodaje.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl

Zobacz także
  • Podziel się