Wenta: zachowajmy normalność

Łukasz Jachimiak
06.01.2009 19:08
Wierzymy w siebie, jedziemy na mistrzostwa świata grać o wszystko. Wierzę, że będziemy się rozkręcali, że z każdym kolejnym meczem będziemy coraz lepsi. Przestrzegam jednak przed nadmiernym optymizmem, który jest zbudowany na honorze i ambicjach - mówi trener polskich piłkarzy ręcznych Bogdan Wenta

Kadra szczypiornistów na turniej w Czechach

Polscy piłkarze ręczni w przyszłą sobotę rozpoczną walkę o mistrzostwo świata. Dziś zespół Wenty wyjeżdża do Czech, gdzie weźmie udział w turnieju New Years Cup. Poza reprezentacją gospodarzy rywalami biało-czerwonych będą Węgrzy (mecz jutro o godz. 17) i Słowacy.

Ostatnie testy wicemistrzów globu przed turniejem, który 16 stycznia rozpocznie się w Chorwacji, pokaże Polsat Sport. - Jedziemy do Czech, żeby dobrze pograć i złapać odpowiednią formę przed mistrzostwami - zapowiada Wenta. Z Bogdanem Wentą rozmawia Łukasz Jachimiak

Dawno nie miał pan takiego komfortu. Wszyscy zdrowi, sprawni, nic tylko wygrywać. No może jeszcze tylko przydałby się Grzegorz Tkaczyk?

- Rzeczywiście sytuacja jest dobra. Trzeba tylko solidnie popracować. A co do Grześka, podjął decyzję o rezygnacji z kadry, a my tę decyzję musimy szanować. Możemy się z nią nie zgadzać, możemy o niej dyskutować, ale nie chcemy. Ja nie mogę narzekać, że nie ma Tkaczyka, Lijewskiego, czy Szmala. W kadrze są inni, ich zadaniem jest grać najlepiej, jak potrafią. A czy będą w stanie kogoś zastąpić, pokażą same mecze.

Kibice ostrzą sobie zęby na wasz sukces.

- Bardzo zależy nam na kibicach, cieszymy się, gdy stoją za nami, ale też kilka słów negatywnych trzeba o nich powiedzieć. Wiadomo, że każdy kibic chce zwycięstw. Ale polski kibic oczekuje ich szczególnie mocno. I często zapomina, że w sporcie nie dostaje się nic za darmo. Niedawno mieliśmy kłopoty, przegraliśmy z Rumunią i Szwecją i od razu usłyszeliśmy, że jesteśmy nikim. A przecież te porażki niczego nie przekreśliły. Będą rewanże, oba w Polsce, jeśli wygramy, awansujemy na Euro 2010. I wtedy pewnie znów wszyscy będą mówić, że jesteśmy bogami. Niestety, w Polsce popadanie w skrajność to norma.

W październiku piłkarze nożni pokonali Czechów i byli bogami. Której gazety nie wziąłem do ręki, na jaki portal nie wszedłem, czytałem, że są wspaniali. Kilka dni później przegrali ze Słowacją i te same gazety nie zostawiły na nich suchej nitki. To było niesprawiedliwe. Przecież Słowacy też mają swoje ambicje, też mają piłkarzy grających w dobrych klubach, też wiedzą, na czym polega futbol.

Zresztą, zostańmy przy piłce ręcznej. Przed mistrzostwami Europy jeden z dziennikarzy napisał, że jesteśmy mocni w gębie i mocni na boisku. Chyba myślał, że to komplement. Chorwaci, z którymi graliśmy pierwszy mecz, przetłumaczyli sobie te słowa i co sobie pomyśleli? Przecież nas, rzekomo mocnych w gębie, mogliby poprosić tylko o to, żebyśmy powiedzieli, ile razy graliśmy w ostatnich latach na mistrzowskich imprezach. Nie wolno nam nie szanować rywali. Apeluję, byśmy zachowali normalność.

Dla kibiców na pewno, a dla was chyba też najważniejszy na mundialu będzie mecz z Niemcami?

- A dlaczego najważniejszy? Ten mecz zagramy dopiero na koniec pierwszej fazy. Wcześniej będziemy musieli zmierzyć się z Algierią, Rosją, Macedonią i Tunezją. Na razie myślimy właśnie o tych rywalach. O Niemcach nie rozmawiamy wcale, bo na spotkanie z nimi w ogóle nie musimy się mobilizować. Przecież chłopaki grają w ich lidze, tam pojechali za chlebem, a że dzięki Bogu grają dobrze i w dobrych klubach, mają świadomość swej wartości, wiedzą, że mogą wygrać. Poza tym my, tak samo jak kibice, jesteśmy Polakami i też zdajemy sobie sprawę z historycznych zaszłości między naszymi krajami, też mamy świadomość tego, że nasz sąsiad jest bogatszy, większy, że osiągnął od nas dużo więcej. A w takich sytuacjach zawsze szczególnie chce się wygrać.

Na pewno nie potraktujecie wcześniejszych meczów jako rozgrzewki do walki z Niemcami i kolejnej fazy turnieju?

- Drażni mnie takie przeświadczenie, że zagramy ze słabymi drużynami, które nam odpuszczą. W imię czego? Czy któraś drużyna z góry zakłada, że może z nami przegrać, bo my chcielibyśmy awansować do medalowej czwórki? Kibice myślą, że jesteśmy mocni. Fajnie, ale niech nikt nie myśli, że jesteśmy tak mocni, by nie szanować rywali. Gdybyśmy spodziewali się, że początek turnieju będzie łatwy, to byśmy się już teraz nie zbierali, tylko dalej byśmy sobie odpoczywali. Pamiętajmy, że my dopiero wchodzimy do światowej czołówki. Przecież nie zajmujemy regularnie miejsc na podium. W ubiegłym tygodniu ogłoszono najnowszy światowy ranking reprezentacji. Jesteśmy w nim na siódmym miejscu.. Przed nami ciągle są wielokrotnie mistrzowie świata, Europy, medaliści olimpijscy. To oni mają prawo czuć się faworytami.

Mimo wszystko nie wierzę, że w Chorwacji zadowoliłoby was siódme miejsce.

- Jasne, że nie. My wierzymy w siebie, jedziemy na mistrzostwa grać o wszystko. Przestrzegam jednak przed nadmiernym optymizmem, który jest zbudowany na honorze i ambicjach. Ja wiem, że to nasze narodowe cechy. Są bardzo piękne, szlachetne, dobrze, że je mamy. Ale musimy zdać sobie sprawę z tego, ile przeszkód stoi na naszej drodze do medali. I pamiętajmy, że te przeszkody postrzegają nas jako swoją przeszkodę. Na pewno nie będzie łatwo.

Nie zdradzi pan, jaki konkretnie cel sobie stawiacie?

- Naprawdę nie myślimy o końcowym wyniku, tylko o poszczególnych etapach, które trzeba pokonać. Najpierw chcemy wygrywać mecze w pierwszej fazie grupowej, by do drugiej wejść z jak największą liczbą punktów. To konieczne, bo z drugiej szóstki do dalszej gry przejdą tylko dwie najlepsze drużyny. A my oczywiście chcielibyśmy do tej strefy medalowej się dobić.

Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl

Zobacz także
  • Podziel się