Królowa Kvitová

Piotr Kalisz
03.07.2011 21:08
Ma 21 lat, 183 centymetrów wzrostu i mieszka 50 kilometrów od granicy z Polską. Czeszka Petra Kvitová jest nową królową tenisa

W sześciotysięcznej miejscowości Fulnek, położonej zaledwie 50 kilometrów od granicy z Polską będzie dzisiaj wielkie święto. O wszystko zadbał zastępca burmistrza Jiri Kvita, którego córka wygrała właśnie Wimbledon. - Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co mnie tam czeka - mówi Petra Kvitová. - Wiem tylko, że mój ojciec ciągle płacze.

Niemal całe rodzinne miasto 21-letniej tenisistki oglądało jej wielki sukces na ogromnych telebimach. Po asie, jakim zakończyła starcie z Marią Szarapową (wygrała 6:3, 6:4), były tańce i wystrzeliły korki od szampanów. W tym momencie nie było szczęśliwszego miejsca na ziemi. Ale tak było właściwie w całych Czechach, gdzie podobnego sukcesu nie zanotowano od dawna. Ostatnią Czeszką, która zwyciężyła w Londynie była Jana Novotná - w 1998 roku. I to ona wraz z Amerykanką czeskiego pochodzenia, dziewięciokrotną triumfatorką Wimbledonu Martiną Navrátilovą gratulowała Kvitovej jako pierwsza.

- Kiedy Martina mnie przytuliła, nie wytrzymałam i poryczałam się jak bóbr - przyznaje zawodniczka, która nigdy nie ukrywała, że Navrátilová jest jej największą idolką. Do tej pory obie panie łączyły tylko trzy rzeczy - czeskie pochodzenie, gra w tenisa i leworęczność. Teraz młodsza od legendarnej tenisistki o 34 lata Kvitová nawiązała także do jej sukcesów. W sumie Navrátilová może poszczycić się aż 18 triumfami w turniejach Wielkiego Szlema. Czy jej następczyni będzie kolekcjonować tytuły z równie spektakularnym skutkiem? - Nie chcę nakładać na Petrę dodatkowego obciążenia, ale myślę, że to nie ostatni wygrany przez nią turniej. To raczej początek pięknej kariery - uważa Navrátilová.

W takiej opinii jedna z najlepszych tenisistek wszech czasów nie jest odosobniona. Do tej pory największym sukcesem Kvitovej był półfinał Wimbledonu sprzed roku. Teraz, po zwycięstwie, zgarnęła ona 1,1 mln funtów premii i ponad dwa tysiące punktów do rankingu WTA. To powinno dać jej awans na szóste miejsce w światowej hierarchii. A z takiej pozycji można już atakować sam szczyt.

Czeska gazeta "Sport" już wie, że ten atak się uda i wszystkim tłumaczy, dlaczego. Według swych rodaków Kvitová jest skazana na dalsze sukcesy za sprawą pięciu wielkich atutów. Są nimi: leworęczność, silna psychika, agresywny styl, kreatywność oraz skupienie. W skrócie - rywalki mają wielki problem z zagrywanymi przez nią lewą ręką forhendowymi returnami, bo muszą je odbijać swoim zazwyczaj słabszym bekhendem, a ona nie boi się ryzykować i cały czas atakuje. Nie jest przy tym przewidywalna, bo od czasu do czasu potrafi zaskoczyć skrótami i potrafi się zupełnie wyłączyć od tego, co się wokół niej dzieje, skupiając się jedynie na tym, by dobrze zagrać kolejną piłkę.

- Doskonale wiedziałam, że muszę pierwsza ruszyć do ataku. Grałam agresywnie, a jeśli coś nie wychodziło, to starałam się zachować spokój - tłumaczy Czeszka. To właśnie dzięki temu pokonała uznawaną za żelazną faworytkę finału Szarapową, stając się dopiero trzecią leworęczną triumfatorką wielkoszlemowego turnieju, a pierwszą od zwycięstwa Moniki Seles w Australian Open w 1996 roku. - To było piękne zwycięstwo i wspaniały turniej w jej wykonaniu - musiała przyznać ze smutkiem Szarapowa. A oprócz niej, Novotnej i Navrátilovej gratulacje nowej królowej Wimbledonu złożyli również słynny hokeista Jaromir Jágr, dziesięcioboista Roman Šebrle, tenisista Ivan Lendl i prezydent Czech Václav Klaus.

Kiedy my, z kraju odległego o zaledwie 50 kilometrów od miejscowości Fulnek, doczekamy podobnego triumfu? Pewnie nieprędko - w Wimbledonie wystartowało aż jedenaście Czeszek, a Polskę reprezentowała jedna Agnieszka Radwańska. Kvitová mogłaby być jednak dla niej przykładem. Może "Isia", która odpadła w drugiej rundzie z Petrą Cetkovską, powinna jednak zdecydować się na zmianę trenera. Wszak kiedyś trenerem Kvitovej też był jej ojciec. A dziś jako zastępca burmistrza miejscowości Fulnek dumny powita swoją córkę, która właśnie wygrała najstarszy i najbardziej prestiżowy turniej tenisowy na świecie.

W turnieju panów triumfował Novak Djoković, który w finale pokonał Rafaela Nadala 6:4, 6:1, 1:6, 6:3.

Zobacz także
  • Podziel się