Na Euro z Gortatem

Piotr Kalisz
04.07.2011 20:00
- Moim celem nie jest zarobienie jak największej ilości pieniędzy i pojawienie się na jak największej ilości okładek. Moim celem jest zostać zapamiętanym. Dlatego zagram na Euro - mówi ?Metru? Marcin Gortat

Z Marcinem Gortatem rozmawia Piotr Kalisz

Wiesz już, czy pomożesz kadrze na mistrzostwach Europy?

- Chciałbym wszystkich przeprosić za taką zwłokę z ogłaszaniem mojej decyzji, ale tak, zagram na mistrzostwach. Wahałem się długo nie dlatego, że nie chciało mi się grać czy byłem pewien, że przegramy i uważałem, że nie ma sensu nigdzie jechać. Nie czuję się też żadną gwiazdą i wiem, że swoją decyzję powinienem ogłosić już w kwietniu. Powodem mojej zwłoki był po prostu lokaut w NBA [zawieszenie rozgrywek w związku z brakiem porozumienia między zawodnikami a właścicielami zespołów]. Przedtem nie wiedziałem, ile on potrwa, a teraz już wiem, że przynajmniej do grudnia, stycznia, a może i cały sezon zostanie odwołany. Gdyby zakończył się on wcześniej, a ja przygotowywałbym się wtedy z kadrą do EuroBasketu, to musiałbym ją nagle opuścić i wrócić do Phoenix Suns. To nie wpłynęłoby dobrze na reprezentację.

Każdy zawodnik z ligi NBA, który chce zagrać na mistrzostwach, musi samodzielnie zadbać o ubezpieczenie, które kosztuje około miliona złotych. Kto pokryje koszty twojego?

- W tej sprawie pomoże PZKosz. Z tego co wiem, zajął się tym już Walter Jeklin, menedżer kadry. Słyszałem też, że FIBA pomoże federacjom w pokryciu części kosztów.

Co dla ciebie w ogóle oznacza lokaut?

- Dla mnie to duża strata zarówno finansowa, jak i sportowa. Pod znakiem zapytania stoi to, gdzie będę grał w tym sezonie. Biorę nawet pod uwagę wyjazd do Chin, choć mam też propozycje gry w Belgii, Rosji, a nawet w ŁKS-ie. I może tak będzie, że zagram kilka spotkań w ŁKS-ie, Prokomie Trefl Sopot, a potem wyjadę na dwa, trzy miesiące do Chin. Kto wie, może nauczę się chińskiego? (śmiech) Jestem w trudnej sytuacji, bo mam ważny kontrakt z klubem NBA i w tej chwili żaden liczący się europejski klub mnie nie zatrudni, wiedząc, że w każdej chwili mogę odejść. Ale z drugiej strony, gdyby nie lokaut pewnie nie zagrałbym w reprezentacji, bo szykowałbym się do rozgrywek ligi NBA.

Czyli nie ma tego złego...

- Na pewno kadra jest dla mnie bardzo ważna. Reprezentuję kraj jako jedyny polski zawodnik z NBA. Moim życiowym celem nie jest zarobienie jak największej ilości pieniędzy i pojawienie się na jak największej ilości okładek, tylko to, by zostać zapamiętanym. Żeby tak się stało, trzeba mieć wyniki. A żeby je mieć, trzeba grać. Dlatego cieszę się, że będę miał szansę reprezentować nasz kraj. Na turnieju spotkamy silne ekipy, ale wierzę, że jesteśmy w stanie dużo osiągnąć.

Szkoda tylko, że z gry wycofali się Maciej Lampe i Filip Dylewicz.

- Maciej praktycznie cały rok jest w Rosji, niedawno urodziło mu się drugie dziecko i to normalne, że chce pobyć z rodziną. Szkoda, że nie zagra, bo to jeden z najlepszych wysokich zawodników w Europie, ale postarajmy się go zrozumieć. On na pewno chciałby pomóc kadrze. To samo dotyczy Filipa Dylewicza, który grał w reprezentacji rok w rok przez ostatnie dziesięć lat. Skoro powiedział, że teraz nie przyjedzie, to znaczy, że naprawdę potrzebuje wolnego. Ale są gracze, którzy mogą ich zastąpić.

Wygląda na to, że będziemy mieli bardzo młody skład. Trener Ales Pipan w szerokiej kadrze umieścił m.in. 18-latków Piotra Niedźwiedzkiego i Mateusza Ponitkę.

- I bardzo dobrze. To czas zmiany pokoleń i przekazywania doświadczeń. Jestem podekscytowany, bo spotkam wielu młodych, utalentowanych zawodników i po raz pierwszy przyjadę na kadrę jako gracz, który ma pomóc drużynie. Wcześniej tylko się miałem uczyć, a teraz mogę podzielić się z młodszymi graczami pewnymi doświadczeniami, pokierować ich, coś im przekazać. Na pewno razem powalczymy. Nie mamy nic do stracenia.

Ciebie uczył niedawno legendarny center Hakeem Olajuwon. Jak wspominasz te lekcje?

- To było coś niesamowitego. To uczucie, kiedy stoisz w hali i wiesz, że za chwilę pojawi się tu jeden z najwybitniejszych koszykarzy w historii, jest nie do opisania. Byłem też pod wielkim wrażeniem jego formy. Ma 48 lat, a porusza się jak 20-latek. Graliśmy jeden na jeden i poległem. Kilka razy kompletnie mnie ośmieszył.

Olajuwon dwukrotnie zdobył mistrzostwo ligi NBA z Houston Rockets. Tobie zwycięstwo przeszło koło nosa. Miniony sezon wygrała drużyna, do której niemal dołączyłeś. Jak się czułeś, widząc graczy Dallas Mavericks wznoszących puchar?

- Kiedy zrobił to Dirk Nowitzki pomyślałem, że przecież powinienem koło niego teraz stać. Ale nie chcę myśleć o tym, co mogło być. Ważne jest to, że w Phoenix mam szansę gry i rozwoju. To wszystko uśmierza mi trochę ten cały ból (śmiech).

Zdradź jeszcze czytelnikom swoje najbliższe plany.

- Postanowiłem amerykańskim wzorem współpracować z polską armią. Już za kilka dni będę miał okazję poćwiczyć na poligonie w Lubińcu, gdzie sprawdzą moją fizyczną formę prawdziwi komandosi. Chcę się też spotkać z dziećmi żołnierzy, którzy przebywają w Afganistanie i Iraku. To będzie taki nietypowy początek kolejnej edycji moich campów. Oprócz tego moja fundacja ma też nowe projekty. We współpracy z fundacją Realu Madryt stworzymy szkołę dla dzieci, które pochodzą z uboższych rodzin i mają mniejsze szanse rozwoju. A pod koniec sierpnia ruszy kanał telewizyjno-internetowy Gortat TV. Będzie można zobaczyć NBA od kuchni. Będą migawki z szatni Phoenix Suns, z siłowni i komentarze ekspertów.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro@agora.pl

Zobacz także
  • Podziel się