Zimna krew "Igły"

Łukasz Jachimiak
05.07.2011 20:35
- Stać nas na medal - przekonuje Krzysztof Ignaczak przed startującym finałem Ligi Światowej. Na początek nasi siatkarze zagrają z Bułgarią.

Z Krzysztofem Ignaczakiem rozmawia Łukasz Jachimiak

Tydzień temu zbiła was Brazylia, a trener Andrea Anastasi twierdził, że w drugim meczu nie podjęliście walki. Chyba źle się złożyło, że właśnie z najlepszą drużyną świata spotkaliście się tuż przed finałem Ligi Światowej?

- Według mnie bardzo dobrze się stało, że ostatnie mecze graliśmy z Brazylią. Przed turniejem finałowym to było dla nas dobre przetarcie i, jak się okazuje, dobra szkoła. W pierwszym meczu graliśmy z nimi jak równy z równym, ale w końcówkach nie utrzymaliśmy poziomu i małe błędy zdecydowały o naszej porażce.

Patrząc na grę Brazylii, trudno wierzyć, że ona jest w naszym zasięgu. Nie sądzi pan, że jest po prostu lepsza w każdym elemencie gry?

- Na pewno byli lepsi, dlatego wygrali. Szczególnie dobrze radzili sobie w polu zagrywki. W siatkówce serwis odgrywa coraz większą rolę. Zagrywka przekłada się na wszystkie inne elementy gry, bo wiadomo, że kiedy jest dobra, łatwiej obronić atak przeciwnika, który siłą rzeczy jest gorzej zorganizowany.

Pan w tej obronie dokonuje cudów. W fazie interkontynentalnej był pan najlepszym libero i najlepszym obrońcą Ligi Światowej. To życiowa forma "Igły"?

- W ogóle się nad tym nie zastanawiam i nie patrzę w statystyki. Bronię, co mogę, żeby pomóc drużynie. Muszę myśleć w ten sposób, bo my jesteśmy kolektywem. A statystyki to dodatek do tego, co pokażemy na boisku jako zespół. Dodatek dla kibiców i dziennikarzy.

W ostatnich latach o pozycję na boisku rywalizował pan z Piotrem Gackiem, teraz walczy pan z młodym Pawłem Zatorskim. On pewnie tak mocno nie naciska, więc może po prostu służy panu mniejsza presja?

- Dlaczego nie naciska? Paweł jest bardzo dobrym i ambitnym graczem. Sezon ligowy pokazał jego wartość. Poziom sportowy na naszych treningach jest naprawdę wysoki. Muszę się mocno starać, żeby trener zaufał właśnie mi. Ale podkreślam - Paweł spokojnie by sobie poradził, gdyby szkoleniowiec postawił na niego.

Ostatnie tygodnie to dla was ciągłe podróże, treningi i mecze. W tym szalonym tempie mogliście choć na chwilę się zatrzymać i popatrzeć, jak grają Bułgaria, Włochy i Argentyna, z którym teraz się zmierzycie?

- Na to wszystko przyszedł czas dopiero po meczach z Brazylią. Wcześniej koncentrowaliśmy się tylko na naszych kolejnych rywalach z grupy.

Ci, którzy w spokoju oglądają mecze i wasze, i innych uczestników finału, twierdzą, że poziomem nie odstajecie. Daniel Pliński mówił niedawno na naszych łamach, że stać was na pierwszy dla Polski medal w Lidze Światowej. Też tak uważacie?

- Tak, tylko musimy wystrzegać się błędów. Potrafimy grać naprawdę dobrą siatkówkę, ale żeby wygrywać z najlepszymi, w tym nawet z Brazylią [zagra w grupie F, razem z Rosją, USA i Kubą], musimy zachowywać w końcówkach zimną krew. Wierzę, że w najbliższych dniach ona nam się nie zagotuje.

Na pewno podgrzewać będą ją polscy kibice. Młodsi koledzy sobie poradzą?

- Jestem o to spokojny. Wiadomo, że mnóstwo kibiców na trybunach to też ich duże oczekiwania, ale wsparcie, jakie mamy, naprawdę dużo nam daje. Wszyscy cieszymy się, że gramy u siebie i po porażkach w Spodku obiecujemy walkę o każdą piłkę. Ta drużyna jest drużyną walczącą i ona to pokaże. Tylko wyniku nie możemy zagwarantować, bo to przecież sport.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro@agora.pl

Zobacz także
  • Podziel się